O autorze
RSS
poniedziałek, 15 lutego 2010
Bara jak Kaczyński
Choć nielitościwie przeganiany, choć nie mogący nic skomentować, lubię zaglądać na blog Artura Bary, choćby dla takich uroczych zdjęć. Temu, kto najładniej odpowie w czym na tym zdjęciu Artur Bara przypomina Prezydenta w Klagenfurcie w nagrodę wysyłam butelkę przyzwoitego morawskiego wina.



Artur Bara - " Skromny, serdeczny i po prostu dobry człowiek. Taki jak olimpijska idea."
11:05, rapataplan
Link Komentarze (3) »
czwartek, 11 lutego 2010
Omlas furmint
To wino od Beresa zachwyciło mnie przy pierwszym łyku. Tymczasem wielu odrzuca je zdecydowanie z powodu, jak mówią nieokrzesania, dzikości, nachalnej waniliowej beczki i czegoś co uważają za początek jakiejś nie chcianej jabłkowo mlekowej fermentacji. Wczoraj właśnie kolega mówi: teraz zweryfikujemy twoje dwie tezy. 1. Furmint jest tak dobrym szczepem, że nie szkodzi mu wysoka temperatura. 2. Omlas furmint to świetny furmint. No i nalaliśmy do kieliszków ciepłego Omlasa 2007. Zrazu wanilia, która szybko jednak złagodniała i uleśniła się (znaczy jakaś czeremcha tarniny i czerwcowa tokajska trawa, i kolczaste krzewy), wysoka temperatura wydobyła zaś pełną gamę półtonów w smaku. Oj nie jest to wino dla orzeźwienia. Jest w nim powaga tysiącletnich Węgier, nie jest smutne, ale szybko się do niego tęskni jakąś mroczną tęsknotą, jak do kobiety, która nas aktualnie nie kocha. To prawdziwe wino, nieprzesadnie skoncentrowane, mocno terruarystyczne czuję w nim zapach wielkich ulew tokajskiego września 2007. Chwilę po zaśnięciu miałem sen, a w nim do przejścia kilkanaście kilometrów od początku Tolscvy dookoła tokajskiej góry, aż do Huli Panzio. A gdzieś nad Erdobenye gromadziły się ciemne chmury. Beres robi dobre wina. traktujcie je poważnie, nie schładzajcie jak anonimowego rieslinga od producenta numer 462.
wtorek, 09 lutego 2010
Wolność słowa
Artur Bara na swoim "blogu" na stronie biłgoraj.com.pl dzisiejszy wieczór poświęca na usuwanie moich komentarzy (dodaję, że merytorycznych) i sprawia mi to wielką radość, bo przypominają mi się lata osiemdziesiąte, kiedy biegał po mieście i zrywał plakaty:-)
Tagi: Bara
23:20, rapataplan
Link Komentarze (1) »
piątek, 15 stycznia 2010
Ciemno i zimno
Tak ciemno i zimno, że nie chce mi się ruszać z Biłgoraja. Leniwie zatem pije alkohol, odwiedzam knajpki a to do Łabędzia zajrzę, a to do Sitarskiej. Zaglądam do warzywaniaka do Jureczka, popijam pliskę z Pawłem - nie jest źle. Czytam Wiecha.
09:42, rapataplan
Link Komentarze (3) »
środa, 13 stycznia 2010
Chwila w Biłgoraju
Ponieważ procesy mi się przekładają na potęgę. A to Artur Bara musi się połamać z kimś opłatkiem, a to Paweł Śpiewak cudem "odnajduje" zagubiony przed kilkoma miesiącami dokument, ciągle nie wiem czym jest zbrodzieniem czym uciśnioną cnotą - choć każdy żart ma swoją granicę. Tymczasem na gruczniańskie conviuvium nastawiłem w solance perliczki i szynkę z dzika. Pan Adam uwędzi. Ja zaś zastanawiam się gdzie jutro pojechać - jeden dzień muszę bowiem odpocząć. Warszawa - Tarnów - czy Kraków? Tymczasem proszę panów "anonimowych" komentatorów by może lepiej maskowali swoje IP, bo po tym można nie tylko trafić do konkretnego budynku przy Wira Bartoszewskiego ale nawet do konkretnego pokoju. Wszystkiego dobrego w nowym roku.
08:33, rapataplan
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 01 grudnia 2009
fakt, mało o Biłgoraju
Przywołany przez Słosia pokrótce opowiem co się dzieje w Biłgoraju. Razem z Piotrem mamy proces wytoczony przez Stowarzyszenie Singerowskie w osobie Pawła Śpiewaka o pomówienie. Ja zaś,w koncu doczekałem się procesu Artura Bary o pomówienie (według pozwu zarzuciłem mu "szmalcownictwo"). Cóż zapowiada się zima pełna Temidy. Myslę, że jest to pierwszy blog mieszkanca naszego miasteczka (Janusz Palikot z Biłgoraja się wymeldował), który doczekał się procesu sądowego. Kieliszek Cavy Brut na ta intencję.
16:17, rapataplan
Link Komentarze (3) »
co gorol robi o północy na Goduli?
Dzień w Świerklancu mijał zwyczajnie. Ot coś poczytałem, wiele pomyslałem, jadłem duszona wieprzowinę. O szesnastej pojechalem na Góry. Pierwsze kroki naturalnie do Szwejkowej Gospody, gdzie chory na jakąs grype Maciek poczęstował mnie dobrym czeskim świetnie wyczepowanym piwem. Pogadaliśmy też o kucharzach; "co Pan umie z kuchni węgierskiej? - placki po wegiersku... - aha.. a co jeszcze? - bogracz! - to Pan patelnie też robi? - nie... dlaczego? - aha ... a jak Pan ten "bogracz" robi? - biorę mięso, kroję, obsmażam na oleju, wrzucam do zimnej wody, dodaję paprykę... - w proszku? - broń Boże..." no coż nie każdy musi wiedziec ani co to bogracz, ani jak się robi zupe gulaszową. ale nic to około 20 byłem już w mojej ulubionej (no nie przesadzajmy ale awansuje w rankingu) knajpie Druid. Andrzeja U jeszcze nie ma, a tu rozstawione bębny i jest Lucek i Malaj, i Paulus i Adam , cała masa muzyków. O 21 dotarł Andrzej, zagrał trzy numery - piękny dialog z Lomanią na pianinie. Po czym urocza, seksowna i roześmiana jak syreny całej śląskiej straży pożarnej Sylwia zarządziła, że pijemy wodke z gwinta. Andrzej zaczał więc szybko drzemać, a jakośc gry pozostałych muzykow rowniez nieco spadła. Atmosfera była wysmienita, niemniej odechciało mi się siedzieć w Druidzie. Jak tylko wyszedłem, jeden z anonimowych dla mnie dotąd ludzi, ktory siedział ze mną i ze znajomym basistą przy stoliku, pyta czy nie poszlibysmy jeszcze gdzies na piwo. I tak trafiłem na Godulę, gdzie opowiada się dowcipy o gorolach ("nie obraź sie") i gdzie z troską pytają czy się nie boję sam wracać po nocy na Świerklaniec. Nie boję się. Lubię Śląsk. może dlatego że piwo zmieniło się cudownie w 200 gram?
10:47, rapataplan
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 30 listopada 2009
Świerklaniec, szósta rano
Wczorajszy dzień upłynał pod hasłem - zobacz jaki niedobry furmint!!! To była butelka, ktora Igor zakupił w Katowicach, furmint popełnił niejaki Babits (Laszlo?) z Tolcsvy, a sprowadził do Polski (niech mu to będzie zapamiętane) Marek Kondrat. Zrobił to prawdopodobnie po to, by obrzydzic Polakom wina wegierskie. zgadzam się całkowicie z Imre Kalo, że istnieje na świecie spisek mający zniszczyc węgierskich winiarzy. Był to niemal najgorszy furmint jakiego probowałem, gorszy powąchałem tylko na Dniach Enologii w Zakopanem, a proszę mi wierzyć, że piłem (czasem nawet bez wstrętu) furminty mocno tragiczne, o co mieli nieraz do mnie pretensję ludzie poważani tak, że nawet w tym miejscu nie bede przytaczał ich inicjałow a co dopiero nazwisk. Ponadto przydażył się piękny spacer po Chorzowie Batorym i Kochłowicach, wizyta w Avii, spotkanie z Urnym i z Aktivem, wreszcie oglądanie wschodu słońca na ławce przed parkiem w Świerklańcu - może istnieję życie po przegranym Gran Derbi. Jednak sprawdzę. Tymczasem zagrzeję frankfurterki i zaparzę kawę.
08:07, rapataplan
Link Komentarze (3) »
niedziela, 29 listopada 2009
uff
Troszkę się działo, może zbyt dużo, by o wszystkim pisać szczegółowo. W każdym razie zacząłem się sądzić i z Profesorem i Porucznikiem, byłem w Tokaju (w czwartek) wypiłem chardonney od Angeliki Arvay, zjadłem zupę rybną i gulaszową a teraz siedzę na Śląsku i ładuje akumulatory. Katowice to piękne miasto. No i przekonałem się do win greckich. I zgubiłem telefon. I założyłem firmę. Kto wie, może zacznę tu nieco więcej pisać. Dzisiaj Gran Derbi. Choć skłamałbym mówiąc że o niczym innym nie myślę (bo myślę i to dość intensywnie) to jednak pytanie - jak sobie poradzą chłopaki na Camp Nou zaprząta moją głowę mocno.
11:09, rapataplan
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 02 listopada 2009
Jak tu żyć w Biłgoraju bez Palikota?
I nie chodzi tylko o jego podatki. Otóż od kiedy Janusz Palikot wyprowadził się z Biłgoraja nie ma komu zadawać pytań o rzeczywistość. Albo wnioskować o rzeczy rożne. I tak wielbiciel Gombrowicza zajął się rzekomym alkoholizmem Lecha Kaczyńskiego, żądał zaświadczeń lekarskich. A kto?, no kto zażąda w naszym - znaczy mieszkańców Biłgoraja imieniu - szczegółowych badań lekarskich burmistrza Janusza Rosłana.
Co bowiem robi zdrowy człowiek kiedy ma urlop? Jedzie gdzieś, albo idzie do lasu, albo zamyka się z baterią butelek w domu. A burmistrz nie. Burmistrz kupuje farbę, wkłada ogrodniczki, pożycza  z Gospodarki Komunalnej (albo od znajomego) drabinę i - uwaga: maluje osobiście gabinet. Fakt może to pomyłka. Może Rosłan przyrósł do swojego stanowiska jak niegdyś Krzaklewski. Może chce się nacieszyć gabinetem, bo lęka się zbliżających wyborów. Spędzić w nim każda chwileczkę, jeszcze raz obcałować ulubione biurko... popieścić kaktusiki, zwierzyć się państwowemu godłu...?
Ja go trochę rozumiem. Ale z punktu widzenia podatnika, lepiej chyba jeśli burmistrz wygrzewa się z urodziwą żoną na Karaibach niż straszy interesantów w pochlapanym farbą drelichu.
Zwłaszcza, że jak go znam, to przez lata będzie niewdzięcznym mieszkańcom te parę puszek farby i swój zmarnowany urlop wypominał.
14:54, rapataplan
Link Komentarze (1) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 31