O autorze
RSS
poniedziałek, 26 października 2009
Rok minął
W październiku ubiegłego roku, pomimo starań władz miejskich wyszła na światło dzienne sprawa profanacji biłgorajskiego kirkutu oraz szeregu zaniedbań z tym związanych. Wystarczy przypomnieć haniebny plan zagospodarowania przestrzennego, sprzedaż terenu prywatnemu inwestorowi czy mętne tłumaczenia władz z cyklu: "nic o kirkucie nie wiedzieliśmy). Cała sprawa ujrzała światło dzienne w momencie kiedy delegacja miasta bawiła w Izraelu i już stamtąd wraz z Piotrem Czarneckim zostaliśmy obdarowani etykietą szkalujących dobre imię miasta wichrzycieli.
Kiedy dotarło do mnie, że władze miasta świetnie o wszystkim wiedziały, że fakt profanacji udało im się zataić przez ponad dwa tygodnie, i kiedy poznałem relację z sierpniowej wizyty pana Bauma w Biłgoraju użyłem grubego słowa "neoszmalcownicy".
Po roku czasu, kiedy mimo swoich rozlicznych deklaracji i dziesiątków spotkań przedstawiciele miasta i inne osoby z dumą przedstawiające się jako rzecznicy współpracy z diasporą biłgorajską nie przybliżyli rozwiązania hańbiącej Biłgoraj sprawy cmentarza choćby o włos, muszę ze smutkiem stwierdzić, że wypowiedziane w emocjach obraźliwe słowo jest ciągle adekwatnym epitetem do postawy osób za całą sytuację odpowiedzialnych.

23:33, rapataplan
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 19 października 2009
Wino z przeszkodami
Pędząc na łeb na szyję z Chełmna wpadłem do Enoteki Polskiej, gdzie jak sądziłem odbędzie się degustacja polskich serów. Zastałem tam Ewę,Tomka, Wojtka i Tadzia, kilkadziesiąt otwartych butelek bo właśnie skończył się panel oraz wiadomość, że Gieno z torbą serów i wielkim wkurwieniem tkwi w zaspie na stacji Warszawa Płudy.
Po wymianie telefonów ustaliliśmy, że degustacja odbędzie się 26 po pierwszej części konkursu na Grand Prix Magazynu Wino. Sery zabraliśmy wiec do Kuroniów, zabraliśmy tez tam kilka otwartych butelek, tych co to miały być wypite z polskimi serami. Przemierzając osnieżoną Warszawe z kartonami wina i torbami sera wygladalismy jak dwa wnerwione wielbłady ale w koncu zasiedlismy do zupy rybnej (tylko ludzie głupie nie piją przy zupie) w Izabelinie.
A potem sery, Asi smakował najbardziej ser z Praslit, ja nie mogłem nacieszyć się korycińskim, prawdziwym w odróżnieniu od tego barachła, którymi częstują nas na większości kiermaszów w galeriach handlowych. ale po co ja to wszystko piszę i kogo to obchodzi , zresztą jestem przebodźcowany po dniach enologicznych w Zakopanem i wczorajszym wieczorze z Kleyffem - dobranoc.
22:14, rapataplan
Link Komentarze (3) »