O autorze
RSS
poniedziałek, 13 września 2010
Kanie, kaniami
A pieczarek dzikich dookoła Gruczna multum. Ale kiedy mam to robić nie wiem, może zaraz, na śniadanie. A kanie robiłem kiedyś właśnie z wędzonką z mangalicy, z dynią i makaronem. Co do win węgierskich to na dziś proponuję Indian Nyar od Bolykiego, co oznacza indiańskie lato, znaczy babie.. Noce ciepłe:-) Pieczona kaszanka od Spychalskich pyszna. Jadę dziś na Polagrę, gdzie zamierzam upić się śliwowicą. Pozdrawiam z daleka Biłgoraj.
08:04, rapataplan
Link Komentarze (2) »
sobota, 11 września 2010
Kanie i sowy
Te grzyby, które u nas, koło Biłgoraja nazywamy kaniami, u nas w Grucznie nazywa się sowami. Hmm.. W każdym razie dzisiaj trochę ich znalazłem, więc siedzę w Grucznie na tarasie i myślę co z nich zrobić. Panierowane są zbyt banalne. Może coś zrobię z rybami... Fajnie jest w Grucznie. A przedwczoraj od świtu siedziałem Ostrawie, a właściwie łaziłem po Ostravie, moknąc i zaglądając na pivecko i chlebiczki. Potem Jablunkow i obowiązkowy kieliszek moravskiego burczaka. Teraz jestem w Grucznie. Lubię tu być.
17:10, rapataplan
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 06 września 2010
Deszczowo i krakowsko.
Tak, przegrałem proces z Arturem Barą. Nie, nie muszę go przepraszać. Tak zdecydował sąd i ten wyrok mnie satysfakcjonuje, ot można powiedzieć, że sąd stwierdził, że zapędziłem się w epitetach ale nie rozstrzygnął kto miał merytoryczną rację. Może gdybym podszedł do wszystkiego solidniej, gdybym robił notatki, gdybym nie potraktował tego wszystkiego jak dobrej zabawy wyrok byłby inny. Niemniej jak wiele spraw w życiu przebalowałem i to. Solidnie i wyczerpująco napiszę o tym w jednym z czasopism, które zamówiło u mnie tekst na ten temat a nawet zapłaci mi honorarium, które w całości przeznaczę na grzywnę. eSBek też człowiek i bezkarnie go obrażać nie wolno. Zabawa ta kosztować będzie mnie łącznie nieco ponad 3000 złotych, więc po wakacjach czas się wziąć za zarabianie pieniędzy. Tymczasem wszystko się sprzysięga przeciwko mnie , a to laptop się zepsuje, a to telefon padnie, a to jak się umawiam na zdjęcia w plenerze to leje. Nie wiem jakim cudem jednak kończę niektóre teksty a nawet, niektóre projekty. Ten rok mimo niemożebnego pecha jednak obfitował w sukcesy. Ruszyła hodowla kapłonów, wino kupażowane przeze mnie dostało tytuł "Magisstratus Bora" i będzie pite na wszelkich oficjalnych imprezach w egerskim ratuszu. Dużo gotuję, choć mnie i moich przyjaciół coraz bardziej niepokoi zbyt wstrzemięźliwe używanie przeze mnie przypraw. Nie wiem jakim cudem, zwłaszcza, że jutro jadę do Czech i nie mam laptopa przejdę przez stosy zaległych tekstów do napisania: 1. Dalszy ciąg o wędlinach do Magazynu Wino 2. Kapłony i krówki do Kuchni 3. Kapłony do wjemy 4. Rozdział książki o kuchni węgierskiej 5. Sery i chleb do Polska Wita 6. Rozdział książki o rybach wiślanych Jednocześnie przede mną - sprowadzenie dwóch owczarków z Węgier, Festiwal Taste&Feel, warsztaty w Grucznie, prawdopodobnie warsztaty w Limanowej i gotowanie na weselu Giera. Oprócz tego masa współorganizowanych degustacji i pokazów kulinarnych. I rozterki duszne - z kim wypić Leanykę od Kalo. Wszystko się cholera zmienia. I jeszcze trzeba wpłacić te 2000 na stowarzyszenie singerowskie - inaczej Porucznik i Profesor będą mieli wymówkę - Dni Singerowskie obchodziliśmy nadzwyczaj skromnie, albowiem Kmieć nie wpłacił kasy.
10:53, rapataplan
Link Komentarze (1) »