O autorze
RSS
poniedziałek, 22 września 2008
O krakowskiej pustyn piwnej

Do Krakowa dotarłem w sobotę nieco przeziębiony. Rzecz zwyczajna w tej nagłej jesieni. Pierwszego dnia kupilsmy z Obwiesiem troszkę piwa - cztery pilsnery. tutaj nalezy się wyjaśnienie, w Polsce mamy do czynienia z pilzneńskim prazdrojem w dwóch odmionach - półlitrowej butelce, której należy unikać, gdyż jest to piwo licencyjne i buteleczce 0,33, ktorą pochwalam i błogosławie, gdyż faktycznie opuściła ramy browaru w Pilznie. O piwie  z kega i z puszki z litości nie wspomnę. Oprócz tego kupilśmy staroprameny. W jakimś zapomnianym zywcu odgotowałem golonkę, szybko przerzuciliśmy się, na przyprawioną bukwicą wódeczkę.

Rano z Piotrem, znaczy około pierwszej po raz kolejny zaryzykowaliśmy CK Browar. Było lepiej, niz ostatnim razem, dwa cimne piwa które wypiłem były znośne. Potem poszliśmy cś przegryźć na małopolski festiwal smaku, trafiliśmy zacny żurek z karczmy w Suchej Beskidzkiej. I zaczęły się kłopoty. Otóż w kazimierzoskim szynku, gdzie jest dobre piwo z małego browaru była jakaś zamknięta impreza, dzieci biegały itd. W sąsiedniej La Habanie zaordynowaliśmy piwo z sokami (naprawdę). Potem juz z Filipem, oglądając piekielnie nudny mecz Jagiellonia Wisła próbowałem zmęczyć zwykłęgo żywca - niestety dałem radę tylko jakiejś 1/8 kufla. Poszliśmy na wino.

Za to dzisiaj.... W garczku zostało mi troszkę piwnego wywaru, w którym dusiłem golonki, uzupełniłęm to nastepnym piwem, w miseczce wymieszałem, żółtka, śmietanę, ostrą paprykę, gałkę muszkatołową i anyż, wlałem to do podgrzanego wywaru, okrasiłem twarogiem -  wyszła świetna piwna zupa, chyba żelazny repertuar na jesień i zimę.

15:02, rapataplan
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 września 2008
przemyślenia, wnioski, spostrzeżenia

1) nawet nie siadaj do pisania z pełnym żołądkiem

2) nie mów szczerze w towarzystwie kobiet, które ledwo znasz, a które ci się podobają o tym co myslisz o ludziach czytających ksiązki Pablo Coehlo

3) jak zauważyła  Henia władze Biłgoraja to antysemici

4) nawet ludzie, którzy nie uważją się za antysemitów uważają by przypadkiem nie było za dużo o Żydach

5) czytanie wierszy z okolicznościowego albumu o 430 leciu Biłgoraja może odporniejszych przypawić o czkawkę a mniej odpornych o lekką chorobę psychiczną

6) w manii oszczędzania burmistrz sam zrobił zdjęcia do albumu o Biłgoraju

7) a to że mamy takie władzę jakie mamy to wina wyłącznie naszej gnuśności i braku wyrobienia politycznego

8) najlepszą taktyką na utrzymanie stołka jest sprawienie by wszyscy musieli trzymającemu stołek coś zawdzięczać, nalepiej jakąś przysługe na pograniczu legalności 

9) coraz mniej ijanych na wiejskich weselach

10) w przyszły tydzień w Bieszczady

 

aha i jeszcze wyjąek z opisu herbaty Earl Grey "charakteryzuje się smakiem i aromatem (kropka)"

12:39, rapataplan
Link Komentarze (1) »
niedziela, 14 września 2008
Dzień dziwny
Wieczór w Kazimierzu miły, przyzwoite jedzenie, świetne nalewki i towarzystwo: Jacek Kleyff i Basia, Gieno, Krystian, Agnieszka i Ula. Rano w samochód i do Sieradza, w Sieradzu ziemniaczane towarzystwo i zmarznięty Robert Makłowicz - "wynoszę się z Polski". Oraz piwo z rodzinnego braru z Łasku, niefiltrowane, niepasteryzowane, choć jak dla mnie za mocne. Na uwagę zasługiwała też doskonale zamarynowana, soczysta szyneczka. Potem drobny przystanek na Piotrkowskiej w Łodzi gdzie z czystego łakomstwa zjedliśmy po porcycje nereczek, z karmelizowanym jabłuszkami solidnie pikantnych, cudnie leciutko usmażonych i chyba później zapieczonych. Ula Czyżak z restauracji Piotrkowska 97to mistrzyni świata- cieszę się już na myśl kolejnego wieczoru, gdzie będziemy razem gotować. Do domu, via Sochaczew i Warszawa dotarłem  o piątej rano. Wyspany solidnie próbuję się zabrać za robotę ale nie jest tak łatwo, przeszkadza mi nieco uśmiech Uli zapamiętany w Kazimierzu, nereczki przyrządzone przez druga Ulę w Łodzi i jeszcze Tomek Gotfryd przysłał apetyczne zdjęcie Angeliki Arvay. Nie jest łatwo pracować w takich warunkach drodzy Państwo, nie jest.
17:16, rapataplan
Link Dodaj komentarz »
środa, 03 września 2008
i nie ma siły

Ukraina jest jak magnes, znowu tam zawieruszyłem się i znowu warto było, nie tylko ze względu na genialne bliny w Kamieńcu Podolskim, na targ pełen ozorów.  W Stanisławowskim antykwariacie kupiłem sobie ksiązkę wydaną w 1925 roku w Warszawie - tłumaczone na polski opowiadania pisarzy żydowskich - niesamowite. No i wreszcie zobaczyłem Dniestr i Smotrycz , a przy kamienieckich murach poczułem się jak hiperpatriota Jagusiewicz. Pewnie jeszcze przez długie tygodnie będzie za mną chodzić, marsz usłyszany na weselu gdzieś pod czortkowem - kak wid maszerujet nasza kompanija, - mam wrażenie że jego melodia była kiedyś grana przez jakąś czeską orkiestrę pułkową za Franciszka Józefa.

tymczasem w Biłgoraju przygotowania do okrągłej 430 rocznicy lokacji miasta.

Burmistrz, nie można powiedziecć, żeby się nie starał - by podkreslić wiekowośc Biłgoraja zaprosił Budkę Suflera - muzycy podstawowego składu Lipko- Zeliszewski - Cugowski - mają raptem razem 159 lat - niby dużo, niemniej 271 lat brakuje. innych muzyków ze sceny nie liczę, bo Ania  "Cudo" Patynek i tak odmłodzi każdą średnią wieku. Ona naprawdę świetnie gra.

Niemniej mam wrażenie, że zarówno burmistrz jak i przewodniczący zachowują się tak jakby sami ten Biłgoraj 430 lat temu założyli. A może tylko doradzali Batoremu, żeby podpisał przywilej lokacyjny. 

Ja zaś z niecierpliwością czekam az wpadnie mi w ręce album jubileuszowy. Poznęcam się troszkę i powyzłośliwiam.

a ja nuce sobie stary kawałek Perfectu "jeszcze nie umarłem..."

 

 

15:37, rapataplan
Link Dodaj komentarz »