O autorze
RSS
środa, 26 września 2007
Auschwitz

Wczoraj o tym nie myslałem bo pogoda była zbyt piękna. Ale w sobote zobaczyłem równo postawione budynki osiedla Marina Mokotów. Piękne to było, w niedzielę zaś zauważyłem, że w którąkolwiek stronę nie popatrzeć widzi się kraty.  Na rekordowej linii wzroku fala optyczna (he he) musi minąć ich osiem. Nawet kaczki ogrodzono płotkiem. Ponadto żeby było weselej to szpan architekt wymyślił sobie, że krata będzie tutaj głównym elementem dekoracji. Przyszło mi do głowy, że Marina jest przykładem maksymalnie racjonanego rozwiązywania probemów zakwaterowania dużej lości osób na małej przestrzeni. Jak Oswięcim. z tym, że w Auschwitzu celem było, żeby Rzesza, jak najmniej zapłaciła za zakwaterowanie duzej ilości osób, a w Marinie celem jest, żeby z dużej lości osób zgarnąć jak najwięcej. Ponadto wielkich róznic w jakści zakwaterowania nie widzę. do wszystkiego bodaj można przywyknąć jak to pisał  Borowski. ciekawe czy deveploperzy wymyślą jeszcze swoje Birkenau. Bo tego juz tudno byłoby przetrwać.

Ja pierwszy w życiu spacer po osiedlu Marina okupiłem delikatym stanem lękowym. Niewiele większym niz te, które zwykle odczuwam w wielkich centrach handlowych.

A forum dyskusyjne "niezalezni" z Chicago, kiedy próbowałem bronić zdania mojej żony na jednym z portali wykasowało moja wypowiedź jako wypowiedź o niskim pozimie intelektualnym. Wydaje mi się jednak, że po prostu się obrazili, kiedy odesłałem ich do podręcznika logiki i powiedziałem, że są załośni ze swoją kontrkulturowością po godzinach.  

12:37, rapataplan
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 25 września 2007
Nie powiem, dzień był piękny

Szedłem zatem sobie drogą z Monastyrza w kieruku Dynowa, rozglądałem sie po świecie i myslalem sobie o:

Na przykład o weekendowym spotkaniu z Dorotką mysłałem sobe. Jak to miło spotkac po latach kogoś w kim na dobrą sprawę zmienił się tylko życiorys. Tak, że znowu się trochę posmialiśmy, bo było z czego i to w obie strony, a ja na dodatek obejrzałem sobie mecz Manchester U - Benfica z 1968 roku.

No to oczywiście o Bescie sobie mysłałem - jaki ten Best był niesamowity Naprawde nie widziałem wielu lepszych od niego, a może nawet nikogo. A jeszcze był cudownym człowiekiem. wiernym swoim ideałom. Jak pił to nawet przeszczep wątroby nie zawrócił go z tej słusznej drogi.

O Jacku K. i orkiestrze na zdrowie sobie myślałem albowiem świezo po koncercie jestem. Jacek jak zwykle, Słomy reweacyjnie. nowy gitarzysta źle. ale to jak Słoma grał salsę na perkusji wynagrodziło wszystke mankamenty łącznie z awariami mikrofonu wokalowego.

O watróbce w winie i smardzach sobie myślałem, takie drobne sniadanie zrobiłem sobie w poniedziałek i miałem nawet kilka koncepcji udoskonalenia przepisu. A wino do tego dodałem fajne. Merlota od Simona z 2000 roku.

I pewnie myslałem o polityce, ale tu już pogubiłem się zupełnie i wraciłe do smardzów.

 

Ocho i byłem dzis w Sanoku pod budynkiem burdelu z którego swojego czasu Szwejk Józef wyciągał wicepierdolę Duba. W sonoku widziałem spagetti carbonara "sos pomidorowy+szynka"

nniejszym równiez składam kondolencje wszystkim, ktorzy są zmuszeni jadać w italiańskim bistro Geri przy Ludnej w Warszawie. Tym zas którzy nie musza odradzam zwyczajnie.

 

19:33, rapataplan
Link Dodaj komentarz »
piątek, 21 września 2007
Wczoraj

wczoraj a w zasadzie dzisiaj w nocy szwedałem się ponocnym Krosnie, niestety najlepsze piwo jakie znalazłem to dunkel Paulaner - więc mizeria straszliwa. Dzisiaj jeszcze ciut pisania i nad ranem wypad na Warszawe.

Tymczasem z rozbawieniem przygladam sie degrongoladzie dawnych aparatczyków PZPR.

miller w krawacie w białoczerwone pasy to symbol nie tylko prawdziwej twarzy ale jakby jej rewersu na polskiej lewicy.

 

i jak spiewal kazik: bedziesz wisiał miller ty...

 

18:08, rapataplan
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 września 2007
drobne radosci
w zakamarkach piwnicy znalazł się - bardzo przyjazny - pinot noir z 2003 od simona - a juz myslalem ze wszyskie zostaly wypite no i obejrzałem wreszcie fotocasta z naszych wegierskich wyczynow
17:39, rapataplan
Link Dodaj komentarz »
środa, 19 września 2007
heh

spałem tylko cztery odziny, zezarlem riosotto ugotowane wczoraj i wrocila chcec do pracy tylko czy ktos  wie ile przecietny milosnik wina wydaje na wino rocznie - 5000? moze 10000 ?

rzecz dotyczy w zasadzie niecałych 2 procent populacji

reszta lubi wino a na pytanie jakie - odpowiada - polwytrawne

dobra niewazne - wracam do pracy - teraz pisze o turystyce enologicznej

tymczasem w Tokaju zniwa juz w pelni

nawet Istvan Sepsi zaczal pewnie zbierac

 

11:44, rapataplan
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 18 września 2007
przerazajace lenistwo

spie po dziewiec godzin

gotuje jedzenie

otwieram wina

gdzies ganiam

nie chce mi sie  robic literalnie nic

i co najgorsze jakos jednak cos robie

na dodatek Kleyff Jacek powiedział mi ze czas zebym sobie znowu znalazl jakas kobiete

osobiscie uwazam ze to dosc glupi pomyslw radiu leci freebird Lynard Synard

wszystko miga dookola, dzieje sie tyle rzeczy a mi o zadnej z nich nie chce sie nic pisac

gdzie sie podziala moja energia?

no gdzie 

22:12, rapataplan
Link Dodaj komentarz »
środa, 05 września 2007
to były piekne dni
oczywiscie rozpisywac sie o nich nie bede bo i tak mi nikt nie uwierzy, choc mam swietne płynne dowody :-) Wegry radosne jak zwykle, zwlaszcza ze gdzieniegdzie zaczelo sie winobranie i dostałem telefon komorkowy do Boga. Bóg mieszka w Mad i robi genialne wina, radze sprobowac kiedykolwiek furmint uragy dulo. Byłem tez w alchemicznym laboratorium Imrego Kalo. W kazdym razie cztery dni, 120 win do sprobowania - i tylko dwa niedobre ale nie dlatego ze sie nie udaly, tylko dlatego ze zbyt mlode krzaki winogron na razie i winiarz chcial nam po prostu pokazac, ze na razie nic z tego. A w drodze powrotnej zachaczyłem o blugrassowy piknik w Czechach i bawiłem sie niezle. Najgłupiej oczywiscie wygladalem w nocy na obwodnicy tarnowa, z rycina miasta Tokaj w dłoni, w kazdym razie przed poniedziałkowym switem jeszcze dotarłem do Biłgoraja. Tymczasem kolezanka Magda poleciała do Argentyny - co ona bedzie tam biedna piła - jakieś malbeki-sreki i inne dziadostwa nowoswiatowe. tutaj u nas deszcz pada i w ogole jakos tak jesiennie, mi teraz czas do sopotu i na slowfoodowa konferencje A tydzien temu zobaczyłem na miescie klepsydre,że umarł Zdolny. było juz po pogrzebie. I zle sie zrobilo, ze juz nie bedzie przypadkowych spotkan, ani posiedzenia sobie przez chwile u Regana, ani marudzenia nie bedzie, ani zlosliwosci zadnych, i jego smierc to tak, jakby z dziesiec budynkow w miasteczku naszym wyburzyc bezpowrotnie. Jego smierc to tak, jak wtedy gdy przestała istniec dawna nadstawna, dawna kosciuszki na przeciwko liceum. do dupy z tym.
11:10, rapataplan
Link Dodaj komentarz »