O autorze
RSS
sobota, 30 lipca 2011
Gruczno
Nie, no jak można być tak cholernie leniwym, by odzywać się tylko w okolicach prima aprilis i to na temat, który wszystkim się znudził. Daj Wam Boże Baro szczęście z Singerem, że powtórzę za Wołodyjowskim. Nie wywalczył cmentarza, niech choć walczy o to by nie zamazywano graffiti, zwłaszcza, że jest na miejscu. O sobie bowiem tego powiedzieć nie mogę.
Gdziem jest? Hmm siedzę przy stole, u państwa Chomiczów w Topolnie i próbuję różne rzeczy pisać. 
W przerwach od nadzwyczajnego tutaj jedzenia.
Wyobraźcie sobie bowiem np. wczorajszy pieprzny (jak tu mawiają "pierny") sos kurkowy, lekko tylko podbielony śmietaną, z ziemniaczkami pietruszkowo-koperkowymi. Albo galarata, jaką jadłem tu w środę. Z młodego kurczaczka, z dodatkiem podrobów, z buraczkami i z zielonym groszkiem. 10 km stąd smażą się (według mojego przepisu) cukinie z festiwalowego ogródka. A te parówki z Pruszcza na śniadanie. Żyć nie umierać  i pisać, pisać, pisać. Gruczno i okolice są dobre, nawet do ciężkiej pracy. Może tu zamieszkam.
Tymczasem Festiwal Smaku ante portas. Wczoraj pierwsza nagrana wypowiedź do Radia PiK, dzisiaj od rana użeranie się z Fstiwalową Gazetką. To lubię, a jakbyście wiedzieli o kimś, kto chciałby się w naszej gazetce reklamować, dajcie znać.
I żeby tylko słońce wyszło, to polazłbym do jeziora. Widzę je z okna, zaraz za sadem.

12:28, rapataplan
Link Komentarze (3) »