O autorze
RSS
poniedziałek, 28 lipca 2008
Od czego by tu zacząć

1. Gloria gloria, Szmulik dostał wreszcie honorowe obywatelstwo Biłgoraja. Kolejny etap został zakończony, teraz jeszcze przeczekac szczekanie narodowców i kto wie może będziemy żyli w normalnym mieście?

2. Palikot Janusz również dostał honorowe obywatelstwo Biłgoraja, szkoda, że biłgorajska skarbówka trochę przyczyniła się do tego, że Janusz podatki płaci w Warszawie, zresztą (nie czytałem jeszcze prasy) obawiam się, że napiszą, że dostał głosami SLD, z inicjatywy sekretarza komitetu gminnego PZPR w Księzpolu Zygmunta Dechnika, ale nie myślę, że może to Palikotowi zaszkodzić. Zaszkodzło mu natomiast nieprzygotowanie do wywiadu dzień po nazwaniu chamem, bardziej leniwego z bliźniakow Kaczyńskich. Dzinnikarze TVN zakrzyczeli, że przecież tak nie można, pytali się czy przeprosi itd, w każdym razie zepchnęli do obrony. A wystarczyło przypomnieć zachowanie Kaczyńskich wobec Wałęsy czy słynne "oni stoją tam, gdzie wtedy stało ZOMO" i nikt nie wątpiłby w chamstwo prezydenta, tudziez głupich pytań nie zadawał.

3. Idąc nocą z Frampola do Biłgoraja nadziałem się na dwa wypuszczone "żeby sobie pobiegały w nocy" rotwailery. Zaatakowały mnie. Jakoś sobie poradziłem - po wykładach Obwiesia - ale strach pomysleć coby się stało, gdyby tą drogą szedł ktoś kto nie umie zupełnie obchodzić się z psami, zacząłby uciekać, krzyczeć czy w inny sposób  zachęciłby psy do kontynuowania ataku.

 

10:11, rapataplan
Link Komentarze (1) »
piątek, 25 lipca 2008
Tęsknota za powidłami

może wreszcie będzie urodzaj i znowu posiedzimy w powidlarni, jak na zdjęciu Przemka Krzakiewicza z Visavis.pl

12:06, rapataplan
Link Komentarze (2) »
St. Andrea

To na zdjęciu, to było akurat pierwsze wino St Andrei jakie kiedykolwiek wypiłem, nie serwowano go jednakże na wczorajszej degustacji w Korkociągu. było za to białe, przekombinowane Napbor cuvee ze zbyt wielu szczepów, by przy tej młodości mogło mieć zdecydowany charakter, był pinot noir z 2006, jak dla mnie zbyt blady, był przyzwoity cabernet franc z 2006 i całkiem dobry bikaver (za mało egereski jak dla mnie). Do win St. andrea raczej się już sie nie przekonam, choć zeszłej jesieni zaskoczyła mnie ich młodziutka leaynka, oraz dawne bikavery. teraz winiarnia ta składa się dla mnie głównie z koncepcji marketingowych i sposobów na sprzedąz, dzielnie kroczy śladami Tacklerów, co z pewnością zapewni finansowy sukces, ale gdziez prawda o Górach Bukowych? gdziez Eger? gdzież przesada csaby Demetera? ekstraktywnośc vinczego, bajkowośc win Kalo czy prawda Simona? no gdzie?

 

10:40, rapataplan
Link Komentarze (1) »
czwartek, 24 lipca 2008
Bimber

Jako, że pytano mnie o bimbry i leniwy jestem przytaczam tu tekst, który kiedys napisałem dla 3bcafe:

Subiektywny przewodnik po destylatach

 

Nie jesteśmy już mistrzami gorzelnictwa. Leją nas na głowę Szwedzi, Rosjanie, Białorusini, Ukraińcy, przymusowi abstynenci Norwegowie, a ostatnio nawet Francuzi.

Jeśli kogoś nie stać na wyborową Exquisite, albo zwyczajnie nie ma życzenia wydawać dwustu złotych na destylat ze zboża i ziemniaków, zrujnuje sobie organizm bardzo przeciętnymi produktami. Może oczywiście pojechać za granicę i przywieźć Śnieżną Panterę z lubelskiego Polmosu - która nie jest niestety dostępna w Polsce i o każdą jej flaszkę muszę żebrać u dyrektora ds. produkcji. Z różnym rezultatem.

Na szczęście jestem z Biłgoraja i prawie rok mieszkałem w Krzeszowie, gdzie jeśli ktoś kupuje polmosowskie produkty na wesele  cała okolica mówi o nim "leniwy".

Receptura grunwaldzka

Omawianie - oczywiście bardzo pobieżne bimbrowej mapy Polski zacznę od moich stron. W samym Biłgoraju znam ledwie kilku bimbrowników, robią trunki mocne i krzepkie, najczęściej według receptury grunwaldzkiej (10 litrów wody, 4 kg cukru, 10 dkg drożdży - razem 1410) z rzadka używając do tego sfermentowanych kompotów i innych przetworów. Sytuacja zmienia się zupełnie, kiedy wjedziemy do pobliskich Ciosmów, maleńkiej wioski w samym środku lasów. Tutaj destyluje się alkohol  z owoców leśnych, ale co najważniejsze filtruje się go przez drzewny węgiel brzozowy i zostawia na kilka nawet lat, by nabrał szlachetności.

I tutaj rada dla koneserów. Jeśli nie zmuszają was do tego względy związane z dobrymi manierami, starajcie się pić bimber nie młodszy niż 4-5 miesięcy, a najlepiej roczny. To tak jak z winem, dobrze zrobione nabiera harmonii zamknięte w butelce.

Z Ciosmów lasami można przedrzeć się do Krzeszowa. Tutaj zmienia się skład destylatów. Po pierwsze, Krzeszów to owocowe sady. Mamy więc mirabelkówki, wiśniówki, czereśniówki, genialne bimberki porzeczkowe i oczywiście śliwowice. Jedynie calvadosów unikają miejscowi producenci. Podobno śmierdzą. I tutaj sięgamy po wyższy stopień wtajemniczenia jakim jest jakość sprzętu do produkcji. Otóż alembik, czyli kolumna destylacyjna jest sercem każdego "laboratorium". Znaczenie ma jego wysokość i jakość stopów szlachetnych metali z których jest wykonany. Okolice Krzeszowa zaopatrują się w kolumny produkowane - nie wiem czy w godzinach pracy - przez Hutę Stalowa Wola. Szczytowym osiągnięciem jednego z moich ulubionych producentów z tamtych stron (niestety obecnie na emigracji zarobkowej w USA) był destylat z owoców dzikiej róży.

Wracając nieco na wschód napotykamy świetne destylaty, produkowane na bazie szumowiny miodowej. Nie jest łatwo zmusić ją do fermentacji, ale gdy już się udaje, to niedaleko Biszczy kupimy świetny produkt, czasem jeszcze wzbogacony syropem z pędów sosny.

Przesuwając się wzdłuż rzeki Tanew trafimy do gminy Łukowa, a tam, jeden z prawdziwych mistrzów domowego gorzelnictwa prudukuje genialny malinowy destylacik. Około 65 proc., subtelny leśny smak - podstawa to dzikie maliny - wzbudziły zachwyt najlepszych polskich sommelierów. Na ich wniosek od tej pory produkt dziadka N.N (ma zbyt charakterystyczne imię by je tu wymieniać) podawany jest w kieliszkach do szampana, by móc nacieszyć się w pełni jego bukietem.

Buraczany bimber

W poszukiwaniu świetnych bimbrów ruszamy na południe. W okolicach Dynowa jest gmina Harta. Może i jakość produktów z Harty pozostawia nieco do życzenia, lecz powszechność tej produkcji i życzliwość mieszkańców gminy sprawiają, że z każdym kieliszkiem zapomina się o niedoskonałościach tego  płynu. Mijamy Dynów, Sanok i Lesko i wjeżdżamy w Bieszczady.

Tutaj może w jedynym miejscu na ziemi czerwony burak zmienia radykalnie swoje codzienne zastosowanie. Niestety, z czerwonego buraka robi się alkohol wyłącznie w północnej części Bieszczadów. Im bardziej jedziemy na południe tym bardziej przechodzimy w ziemniaki, a potem w grunwald. Buraczany bimber pewnego leśniczego z okolic Sanoka może zachwycić.

Podróżując dalej wędrujemy nierozsądnie polską stroną Beskidu Niskiego. Nierozsądnie dlatego, że Słowacy mogą produkować alkohol legalnie i robią całkiem niezłą slivkówkę, hruszkówkę, czereśnie  itd. A my, jako, że Łemkowie od czasu akcji Wisła, średnio nam ufają, czegoś dobrego możemy napić się dopiero w okolicach Łącka.

Tymczasem my w poszukiwaniu dobrej śliwowicy, nie omijając Zakopanego, a zwłaszcza lipówki na spirytusie, trafiamy na Orawę. Tam się człowiek, jak mawiał Mickiewicz, napije, nadysze Ojczyzny. Orawski trunek - zwłaszcza w gminie Lipnica Wielka, przysiołek Kiczory przywraca wiarę w uczciwość ludzką i w przyszłość polskich mocnych alkoholi.

Łza Korycińska

Czas jechać na północ, wstępując do Lipiec  Reymontowskich i Sochaczewa (mocne grunwaldy, czasem pomysłowo barwione) trafiamy między puszcze augustowską i białowieską i tam w miejscowości Korycin, pod czujnym okiem wójta powstaje "Łza Korycińska" eksportowy napój. Wójt zabiera "Łzę", na każdą prezentacje gminy czy to w Polsce czy zagranicą, a na pytanie ile tego bierze, odpowiada, jak szefowie Rolls Royce'a  indagowani o moc silnika - "Wystarczająco". I faktycznie nie byłem jeszcze nigdy w towarzystwie ludzi z Korycina w sytuacji, że zabrakło.

Potem wędrujemy dalej dookoła puszczy i znajdujemy trunki arcyciekawe, których ukoronowaniem jest bimber zaprawiany bukwicą. To tajemnicze ziele można zbierać wyłącznie w czerwcu i to w noc świętojańską (najdłuższa noc w roku w puszczy trwa około trzy tygodnie). I tutaj po prostu trzeba spróbować tego najpoważniejszego być może i najlepszgo polskiego mocnego alkoholu. Tworzony w ostępach leśnych, w ściśle reżimowych recepturach, na starym sprzęcie, który od 150 lat unikał konfiskat carów, wermachtu, komunistów i PiSu jest czystą radością i codziennym składnikiem diety leśnych ludzi.

My jesteśmy jak misie Koala - opowiadał mi jeden z leśniczych - nigdy pijani, wiecznie pod wpływem, a przecież możemy pracować i z żadnych drzew eukaliptusowych nie pospadamy. Dobrze nam tutaj.

Mnie też w "białowieszczańskiej" puszczy jest tak dobrze, że nie ma sensu wędrować po reszcie kraju.

Zbyszek Kmieć

Ramka

Grand Collection of the Polish Bimber by Zbigniew Kmieć

1. Bukwicówka z okregu leśnego nr 1, w Puszczy Białowieskiej

2. Bimber z owoców leśnych filtrowany węglem brzozowym, Ciosmy

3. Bimber z owoców dzikiej róży - Kamionka k/ Krzeszowa nad Sanem

4. Śliwowica ś.p przewodniczącego Rady Gminy w Lipnicy Wielkiej

5. Szumowina miodowa z pędami sosny - Krzeszów (destylator i pędy)/Biszcza (pasieka)

14:01, rapataplan
Link Komentarze (4) »
środa, 23 lipca 2008
Wojsławice i Wlodzimierz
wieczory w Wojsławicach barzo udane, przeprabyny za Jakuba Wedrowycza wedzilem i grillowałem mięso, robiłem zupy, chłodniki, kapusty, fasele, karmelizowane buraki etc, Nakarmiłem stu wojow i zespol drewutnia, ktory przywiozl ze soba swietny bimberek, w poniedzialek zas rano wypilem dwa piwa i jakos tak pojechalo mi sie na Ukraine, gdzie spedzilem mily wieczor we włodzimierzu wolynskim. Jadlem tam oprucz innych rzeczy jedno znakomite danie - nalesniki, faszeroane morska kapusta i wedzonym ozokiem - rewelacja. A teraz witaj dniu - może by ciut dla odmiany popracowac. 
10:16, rapataplan
Link Komentarze (1) »
piątek, 18 lipca 2008
Tęsknota za winem

Ponieważ cały poprzednini tydzień spędziłem na analizie i kontemplacji win od Janosa Arvaya, zatęskniłem nagle za winami od Imrego Kalo.Juz niedługo znajde się znowu w jego piwnicy, gdzie Kalo z szatanskim usmiechem, polewa kolejne wynalzki i sprawdza czy odgadne ktory to szczep tworczo zdeformował

A tymczasem na prośbę niektorych piszę co wiem o biłgorajskich i okolicznych knajpach .

Będę uzywał swojej starej miary (jeszcze z TU), czyli od jednej do ośmiu gwiazdek - gdzie gwiazdka jedna oznacza - uciekać - a osiem ich oznacza- chciałbym tu mieszkać.

Kozubek - mały wybór piwa, jedzenie fatalne, plus duża ilość znajomych, czasem trafi sie singlemaltowa whisky, niedrogo - ****

Sitarska - menu ciągle się poprawia, są koncerty, zawsze jest porter, ale sztywno strasznie i często spotyka się jakies typy okropne (musi z powiatu czy innej gminy) co przy wodce załatwiają interesy - *****

Tabu - z piwem znakomicie, jedzenia nie ma - trzeba dzwonić gdzięś. Piwo miewa czasem wakcyjną przerwę, przychodzi dużo młodych ludzi, z których poglądami średnio się zgadzam, są mecze - *****

Guciów - tłok niemiłosierny, jedzenie coraz lepsze, Stasio przekonywał do boczku z dzika, bimberek obecny, czasem dobry - ale poza sezonem miejsce cudne - ******

Narol - Bar u Rubina - Rubin jest geniuszem, jesli zjeść gdzies na roztoczu to tam, ale z kobieta się ciezko wybrać ze względu na 7 kategorię wystroju (chyba, że kobieta jeść lubi- co wcale nie jest takie powszechne) - *******

Obsza - zagroda Roztocze - jedzie mimo wszystko bardzo w dół, obsługa szwankuje, menu nie zmieniane od lat, bimbereku już nie robi dziadek Wawrzek, w sobote tubylcy przychodzą na pizzę, by odpocząć od dyskoteki, przyosząc niestety ze sobą jj atmosferę, muzyka zza baru fatalna, ocena niska, bo mogło być tak pięknie - ****

Hasan - Jozefów - trzeba Hasana poznać, gdy się wchodzi z ulicy dostanie się najwyżej przyzwoite jedzenie, świetna kawa - duży minus, lokalciągle się buduje, duży plus genialne bankiety - *****

w innych miejscach w Biłgoraju i okolicach bywam zbyt rzadko by je oceniać. ale będe aktualizował listę

 

11:40, rapataplan
Link Komentarze (2) »
środa, 16 lipca 2008
wydarzyło się trochę czyli pean na cześć silnej złotówki
Kiedy  pojechaliśmy z Igorem do Schwedt na zakupy poczuliśmy się krolami zycia. Za grosze, znaczy za Euro można kupić tm tanie i świetne czeskie piwa, tanie i świetne kilki z Łotwy, rewelacyjne włoskie wina - naprawde dobre Barolo za mniej niż 30 złotych. Jejku jeszcze się do niemiec przeprowadzę. I kolejne z moich ulubionych haseł: Słupsk - teraz Polska. biłgoraj nocą za to smutny i pusty aż ze zniecierpliwieniem czekam na tekst burmistrza o Biłgoraju Jutra:-) będą Jaja 
13:14, rapataplan
Link Komentarze (1) »
sobota, 05 lipca 2008
Przypadek
Po posiedzeniu w krzeszowskiej bibliotece, byłem swiecie przekonany, ze pojadę do Krakowa. Nic z tego, zajechałem, po drodze wysłuchując uroczych historii o komitecie PZPR w siedlacach do Presova. W Presovie nie zastałem ani Eco, ani Slaka, polazłem więc tradycyjnie do Ester, gdzie razem z włascicielem pochylilismy sie nad jedna symptaczyna dziewczyna. znaczy nad jej nieszczeciem bo ma glupiego chłopa. nieszczęscie to co prawda dosc powszechne lecz tym razem uroczo było spersonalizowane. a potem nocny spacer wokół góry Saris i powrót a raczej przyjazd do Krakowa. teraz pracuję nad koncentrancją i zabieram sie do Liszek nucąc sobie pod nosem" eeech ty kurwo podła Ty ech Ty mój losie zły". ciekawe czy cos sie wydarzy?
11:33, rapataplan
Link Komentarze (2) »
czwartek, 03 lipca 2008
Krzeszów

Krzeszów wczoraj to:

- sad i wielkie czereśnie, ścięta wierzba, San i pluskające ryby, który za diabła nie chciały brać, furmint Arvaya wypity (o kiczu) na ławeczce, w swietle zachodzacego słońca, wizyta w piekarni, dzbanek serwatki rano, biblioteka i wszystko co  dobre. Poza tym problemy z własnym lenistwem, ale to już norma, bedzie dobrze.

15:34, rapataplan
Link Dodaj komentarz »
środa, 02 lipca 2008
Swędzą ręce

Ja tu sobie chwalę Zygmunta (w Tanwi) a tymczasem okazuje sie, że głowna atrakcja Juwenaliów (Vespa) nie dojechała. I już się chcę przyłożyć, kiedy... no cóż kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamieniem, ile w mi w życiu nie wyszło koncertów to ja jeden wiem. tymczasem dość niepokojące zjawisko miało miejsce na dniach singerowskich. Jak się mylę to niech mnie ktoś poprawi. Na kolacje szabasową weszły sobie za darmo CIP-y (bo przecież nie VIP-y), w postaci Zygmunta i niestety burmistrza, który tym razem osłabił swoją czujność rewolucyjną, a nie zaproszono pań Gorzantowej i Mikulskiej. Jakoś tak niezręcznie chyba wyszło. Może się mylę. może się mylę równiez ale stowarzyszenie singerowkie nieco myli obecnie kulturę żydowską i izreaelską, może się mylę ale nie widziałem tu działań edukacyjnych (nikt mi nie wmówi, że konferencja w kolegium UMCS to edukacja). zresztą jesli jest na to błogosławieństwo Palikota (on w końcu dał na to pieniądze) - to dobrze, ale może się myle ale akurat na to chyba tego błogosławieństwa nie było. Tymczasem wracam do tego na czym się znam.

Mam w domu dwa doskonałe furminty od Janosa Arvaya, jeden wytrawny szamorodni j/w (cudny 2000 rocznik) i jeden młodziutki furmint od pewnego nowego producenta w Tokaju, piłem zeszły rocznik, ciekawym potępów.  Zabiorę je do Szczecina gdzie wydudlę pewnie z kolega Igorem, kolega jest psychiatrą więc powie mi czy mam jakąś obsesję czy co, a jesli nawet nie powie to miło spędzimy czas, zwłaszcza, ze w poniedziałek noc śledziożerców a w weekend w Szczecinie festiwal sztuki ulicy.

A na Węgrzech? Ciepło. Angelika Arvay wyglądała jak zwykle onieśmielająco i cudownie. Choć prawdę mówiąc  niezupełnie rozumiem stylu w jaki zrobiła sauvignon blanc, zwłaszca słodki. Ale to wino na pewno smakowałoby Wojtkowi Bońkowskiemu. Za to zrobiła rewelacyjny muscat, znaczy nie klasyczny, dlatego też Janos kręcił na niego nosem ale taki elegancki,że będzie się rewelacyjnie sprzedawał. Ja następny raz muszę pojechać do Tokaju za miesiąc, będę mógł wtedy kupić własśie w tym momencie butelkowany St. Tomas Furmint - cudne wino, cudne.  

No a teraz trzeba trochę popracować. dziwne nieprawdaż?

 

09:35, rapataplan
Link Dodaj komentarz »