O autorze
RSS
czwartek, 31 maja 2007
Plotki

Minęły bezpowrotnie te czasy, kiedy to ludzie dowiadywali sie ode mnie o tym co dzieje się w Biłgoraju, Teraz moja wiedze czerpie jedynie z afiszy oraz z plotkowania.

Najpierw więc wiedza afiszowa. świeże Juwenalia odbyły sie pod hasłem:

"Nie rockowo

Nie popowo

Only =discopolowo"

świadczy to o poziomie biłgorajskiej uczelni.

Dowiedziałem się również o dwóch świezych wrogach Zygmunta D. Obaj dychowni choc róznych wyznań i w obu przypadkach chodziło o cmentarze. No i opowiedziano mi miłą scenkę jak Zygmunt z zastępcą burmistrza bezskutecznie czekali na audiencje w korytarzu wojewody. a do tej bezskuteczności przyczynił się nieco (jednym telefonem) biłgorajski starosta. Zastanawiająca jest również scena oczekiwania Zygmunta na Juwenaliowych gości z Lublina, pełne stoły czekające do północy. Potem zakąski zniknęły, bynajmniej nie w sposób cudowny.

Idę spać bom pijany mimo ranka. 

 

10:07, rapataplan
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 maja 2007
:-)

Czy list do Tadzia Pióro również napisaliście anonimowo?

Prosze jeszcze o takie anonimowe listy do:

magazynu wino

kuchni

jacka kleyffa

Andrzeja Urnego

Józka Skrzeka

Roberta Makłowicza

Maćka Kuronia

Zoltana Hegedusza

Janosa Arvaya

fundacji Egri Borvidekert

Agnieszki Kręglickiej

Klubu Piotkowska 97 w Łodzi

i jeszcze kilku innych

służe adresami

a może wykupcie powierzchnie na bilboardach?

komentarze skasowałem również dlatego, że zbyt wyraźnie widać kto je pisze a to jest jak lektura donosów.

Cóż mozna się wami brzydzić tylko. Pozdrawiam i życze udanego wieczoru w kapciach przed telewizorem. 

11:11, rapataplan
Link Dodaj komentarz »
Ano cóż

skoro atakuja mnie anonimowi idioci, piszac na dodatek o mnie jako o Dzingis Chanie czasowo zlikwidowałem komentarze. Bawcie sie dziatki gdzie indziej. Komentarze powróca jak znajde kogos (oczywiscie naciagne go szpetnie) kto zajmie sie ich moderowaniem. Mnie to przestaje bawic. Pragne tez uspokoic wszystkich, ze ten blog nie jest moją witryną reklamową, gdyz  naprawdę żadnej reklamy nie potrzebuje a jedynym problemem w zarabianiu przeze mnie kasy jest moje lenistwo wszechogarniajace, no moze jeszcze talent do przepijania dowolnych kwot. I tak oto z butelka palinki w teczce ide zastanowic sie co robic dalej. Jesli ktos ma cos do mnie niech smiało pisze czy na mojego maila

czy na gg, nie sa to tajne adresy. Póki co

10:59, rapataplan
Link Dodaj komentarz »
Puli

Taką mam aktualnie ksywę na Węgrzech ( a komentarze  będę usuwał hurtowo) bo co jak co ale baaardzo interesujace jest na przykład czytanie że wyłudzam pieniadze na chorobę w rodzinie - i niby od kogo. Tez ciekawe, w ktorej rodzinie, bardzo interesujace tez jakie kwoty.

Puli to nazwa owczarka węgierskiego

W kazdym razie mam wiele powodów do doskonałego samopoczucia po powrocie z Węgier czego również innym życzę. żeby jescze pownerwiać towarzystwo napisze tylko ze:

1 w Bodega Marquez dają dobre chorrizo na winie

2. We francuskiej knajpie w  Tsoldzie swietne gęsie wątróbki

3 U grafa Dagenfelda w Tokaju rewelacyjny gulasz z Mangalicy i ciekawe chłodniki

4. Pierwszy raz w życiu miałem okazję napić się maślacza i chardonney z pogórza Zemplińskiego

5. Znalazłem znakomita rockowa knajpke na słowacji tuż przed samą granicą.

6. Przepiłem wszystkie mozliwe zaliczki zostało mi tylko 170 koron słowackich. Musze więc znowu kogoś naciągnąc. A moze sie na mnie złozycie, bo przestanę pisać bloga (z głodu)  i nie bedziecie mieli okazji  do upuszczania żółci z organizmu.

7. Tymczasem wracam do ciezkiej pracy. Bo w weekend znowu trzeba sie poszwedac po restauracjach. Taki los

 

10:47, rapataplan
Link Dodaj komentarz »
No i znowu poranna warszawa

Bo to było tak. w Lublinie delikatne oberwani chmury. do Łodzi przez to spóźniłem się haniebnie. Na szczeście kolacja leciała rewelacyjnie, w ciągu raptem 30 minut nadrobiłem 5 dań, w tym genialnego marynowanego w kolendrze dorsza. I zdałem sobie sprawę, że nigy nie będą w stanie wykrzesać z siebie tyle energii co Grześ Zieliński. Jak on dzielnie buduje swój dom. Ja za to leniwie rano przyglądałem sie kosom, łaziłem z Grzesiem po posesji. Potem hotelowe śniadanie (kaczka po tyrolsku jak zwykle palce lizać) i cudne układanie menu z Ulą. 14 czerwca okaże się ile warte ale wiem, że będzie jeszcze lepiej niz w zeszłym roku.  w warszawie tragedia. Żadne z 5 zaplanowanych spotkań nie doszło do skutku. Chyba jedna z byłych żon mnie przeklęła. Wieczorem na dworcu centralnym zatęskniłęm mocno za dawnym żywcem, takim, jakiego pilismy z butelek, pod sklepem nad Sołą. Uch co za redna tęsknota. Potem wypiełem 4 guinessy i moim kulawym angielskim ozmawiałem o szkockeij i belgijskiej piłce nożnej, potem trochę sie pożuliłem w okolicach Chmielnej (nawet poznałem miłą straepteaserkę ze Lwowa) wreszcie padłem. Wszystkie spotkania przesuwam na (po 4 czerwca). Nie jest źle.

Hah i pierwszy raz jechałem autostopem z gruzinem. Jechałem juz z Kazachami, Mongołami, głuchoniemym francuzem, bułgarami, rumunami itd. Ale z gruzinem naprawdę pierszy raz.

I spiłem się starszliwie w cafe sense. Ale nic  dziwnego w tym jesli właściciel serwował cos w rodzaju domowego rosolisu. I tak Ewita nie wie co to rosolis - za głupia jest.

 

 

10:37, rapataplan
Link Dodaj komentarz »
środa, 23 maja 2007
Nad ocean

Po krótkim pobycie nad Oceanem :-) (przy drodze wojewódzkiej do Krosna), po wypiciu piwa na tarasie hotelu New Jubilatka (któren to taras wyglądał jak po szkodach górniczych) napiłem się solidnie wina w Krośnie. Zauważyłem przy tym, że niestety zbyt emocjonalnie podchodzę do niektorych zagadnień, nawet tak z pozoru abstrakcyjnych jak wartośc artystyczna twórczości Dżemu. A może to tylko po winie. Rano slowfoodowe śniadanie (wędliny od Pawła Krajmasa, sery od Jędrusia Stocha), ponowny pobyt nad oceanem  i powrót do domu. a domu w telewizorze "Pięć i pół bladego Józka" - jaki piękny niedorobiony film. Lubię filmy ś.p Kluby. Zwłaszcza gdy Wiesio Dymny pisał scenariusze. I ten zimowy Płock z deczka niesamowity. I cała masa poezji błakającej się gdzieś między niekoniecznie trafionymi pomysłami. I Niemczyk, jako towarzyszysz Czekała - alter Ego towarzysza Szmaciaka. I - żadnym sposobem tego pominąć nie można, młodziutka, nagutka Anna Dymna, jeszcze nosząca panieńskie nazwisko. ale mocno zadziorna. dobry film

08:43, rapataplan
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 21 maja 2007
Co tam Panie w Polityce? Chińczyki!

Co do przerwy w piciu moim myliłem się nieznacznie, piłem mianowicie tylko drobne jakieś nieistotne piwa. A rzeczywistośc polityczna mojej miejscowości i okolic przypomina mi coraz bardziej Chiny. To znaczy nie rozumiem co się dzieje ale bardzo zabawnie to wygląda.

Najpierw Janusz Palikot zebrał we Floriance "Biłgorajszczynę" Franka Piętaka i niczym Mojżesz z Egiptu wyprowadził ich z okolic PSL i wiedzie na platformę. Różne Morza Czerwone przed nim, miejmy nadzieję, że jakaś zgrabna laska pomoże mu je przekonać by się rozstąpiły. Jedno z takich mórz to niechęć  tak zwanej "młodej" Platformy do dziesiatków urzędników jakich Franciszek zgrupował w Biłgorajszczyźnie. Zwłaszcza, że wieść gminna niesie, że Franek owszem Platformę będzie organizował, ale do niej się niekoniecznie chętnie zapisze. Zanosi się na czterdzieści lat błądzenia po pustyni ale przynajmniej jakiś ruch. Tymczasem PSL Piast przypuszcza ofensywę na bastion pradziwej polskość czyli Godziszów. Dobra metoda.

Wizyta Marka Jurka w Biłgoraju zaoowocowała natomiast deklaracja byłego członka zarządu Iwańca (czy Borowca - mylą mi się) - 600 męznych Ci przyprowadzę. Kto wie, może i Zygmunta Dechnika skaperowałby ten młodzieniec do prawicy. był juz zygmunt w SLD, prowadził kampanie kandydatce z SDRP, ocierał się o Biłgorajszczyznę, flirtował z PO (choć średnio udanie) czemu więc nie prawica? Czyżby nie lubił grzebać w teczkach? Czyzby się nie przyjaźnił z duchownymi? Czy nie lubi składać wieńców pod pomnikami? Czy co?

14:05, rapataplan
Link Komentarze (2) »
sobota, 19 maja 2007
autostop a ruch ludowy
Dzisiaj rano autostopem wiózł mnie nie kto inny a Zdzisław Podkański. Szkoda, że jechał tylko do Guzówki bo ciekawa dyskusja się wywiązała na temat tego co jest istotą ruchu ludowego. Tymczasem za oknem dobosz zaprasza na Pożegnanie Sitarzy, co się nazywa Żałosne. Alkohol ze mnie wietrzeje powoli bardzo - ale wietrzeje, myślę, że nastapi ze dwa dni przerwy w piciu moim. Choć pewnie się mylę. W środę karaibska kolacja w Łodzi, w czwartek wina węgierskie w Warszawie a potem Borok Tokaj Festiwal i wizyta w Egerze w Egri Korona Borhaz. Zobaczymy
16:00, rapataplan
Link Komentarze (3) »
komentarze
Przepraszam, ale nie będę wchodził w dywagacje kto jest kim, nie jestem Klossem by rozwiazywać podobne zagadki, to zamieszanie to po prostu skutki anonimowego opluwania. Od tej pory będe, co jest moim swiętym prawem, kasował obraźliwe, chamskie komentarze. Zwłaszcza od  anonimowych autorów.  I to by było na tyle w tym względzie.
15:55, rapataplan
Link Komentarze (6) »
I po raz kolejny Warszawa
A w Warszawie targi. a na targach węgierskie wina. I palinka. I pijany jestem straszliwie a tyle mądrych rzeczy miałem napisać. Nie da rady. Wracam z parku jakiegoś. wina wypiłem hektolitry chyba, węgierskiego, hiszpańskiego, portugalskiego, greckiego itd. I znakomite tagliatele jadłem wczoraj... Co dzisiaj jadłem? nie wiem, nie pamiętam bacalao na pewno ale co jeszcze, kalmary? tak kalmary... I zupe wietnamska. Dobra rzecz, z plastrami wołowiny i marynowanym czosnkiem. Nie chce już Warszawy...
01:15, rapataplan
Link Komentarze (10) »
 
1 , 2