O autorze
RSS
wtorek, 21 kwietnia 2009
Jest dobrze (prawie)

Burmistrz wycina lipy w biłgoraju, oprocz Agnieszki Hawryluk, Mnie, Piotrka i naszych przyjacioł z Grafiki nikt nie pamiętal o obchodach Yom Hashoa - nie było mnie teraz w Biłgoraju ale świece zapłoneły i w moim imieniu. Z cmentarzem żydowskim dalej cisza, nie licząc dośc bezczelnych propozycji strony samorządowej przy ktorych "neoszmalcownizm" wydaje mi się łagodnym słowem. wielkanoc przetrwałem, choc nie było łatwo to koverszolo przyczynilo się do mojego duchowego zmartwychwstania - dzisiaj po raz kolejny robimy flaki po warszawsku - teraz juz nie ma miejsca na dalsze eksperymenty. Juto Gamberro Rosso - wina włoskie, trzykieliszkowe - może być miło. sobota wędliniarsko piwne warsztaty, nastepny weekend Eger. Jak to powiedział Kuźmiński - Pan to ma ciekawe życie Panie Zbyszku.

ano ciekawe, własnie do starostwa trafił wniosek o ustanowienia kuratora nad stowarzyszeniem singerowskim. cóż chłopaki w ferworze walki ze mną i z Piotrem zapomnieli o takich drobiazgach jak statut, konieczność przeprowadzenia walnego zgromadzenia sprawozdzawczo wyborczego etc... chyba że się odbyło jakoś tak bez wiedzy członków stowarzyszenia

słabe to wszystko i prowincjonalne, od smierci Słonia jakoś nie mam sily by jeżdzić do Biłgoraja. Za to teraz nowa fajna opcja sie pojawiła - moje znajome otwieraja hostel w Kijowie  - jak nic trzeba pospacerowac w czerwcu na Kreszcziatiku.

No i Viniarus - knajpa Sławka w Warszawie - rewelacyjna - nic tam nie jadłem - między jedną a druga sesja gotowania sporo poszczę - ale wina znakomite - jak to w knajpce prowadzonej przez Frankofila. Bede tam zaglądał.

Jako, że zajęłem się zawodowo warszawska gastronomią, nie bede mógł zamieszczać na gastronautach recenzji warszawskich knajp - trochę szkoda. ale może za miesiąc ruszy moj nowy blog poświęcony własnie warszawskim restauracjom i tradycjom kulinarnym stolicy.

częśc tych tradycji piszę zupelnie od nowa - np wymyslone przez mnie kołduny na zimno z maslem rakowym - jeszcze tylko opanować problem stygnącego łoju i nie powinno byc żle.

Tęsknie za olaszrieslingiem z somlo, i za pewnymi skojarzeniami z rislingiem rodem z miszkolca, ale to prywatny kod, i prywatne życie, w ktorym trzeba walczyć z przemożna chęcią wkręcania się w rożne sytuacje. kilka z nich to miłe sytuacje. ale miłe sytuacje nie sa problemem, problemem sa niemiłe przy ktorych to popełnia się zawsze caly katalog grzechów głownych - wśród nich najgorszy sprzed tygodnia - złamałem bojkot perły i jeszcze zrobiłem zdjęcie w lubelskiej knajpie. trudno bez wstydu spojrzeć w lustro.

10:13, rapataplan
Link Komentarze (2) »
niedziela, 05 kwietnia 2009
Petycja w sprawie Zwierzyńca

Podpisujcie:-)

 

Zarząd spółki Perła – Browary Lubelskie S.A. z siedzibą w Lublinie
ul. Bernardyńska 15
20-950 Lublin

Starostwo Powiatowe w Zamościu
ul. Przemysłowa 4
22-400 Zamość

List Protestacyjny

Od wielu miesięcy my, polscy konsumenci i koneserzy piwa śledzimy na bieżąco wiadomości dotyczące sytuacji browaru w Zwierzyńcu. Niepokoi nas polityka zarządu spółki Perła – Browary Lubelskie S.A., której celem wydaje się być zaprzestanie warzenia piwa w skali przemysłowej w wyżej wymienionym zakładzie oraz polityka starostwa powiatowego w Zamościu, umożliwiająca takie działania.

Zarządzane przez Perłę przedsiębiorstwo chlubi się, że jest producentem regionalnym, któremu zależy na zachowaniu tradycyjnej produkcji zgodnej ze sztuką piwowarską. Tymczasem Państwa działania z ostatnich kilku miesięcy wskazują, że wcale tak nie jest, gdyż swoim postępowaniem wobec zakładu w Zwierzyńcu niszczą Państwo jeden z niewielu pozostałych regionalnych i stosujących tradycyjne metody zakładów piwowarskich. Wstrzymanie w Zwierzyńcu produkcji piwa Zwierzyniec Pils w 2008 roku i przeniesienie jej do Lublina wskazuje, że zależy Państwu wyłącznie na marce Zwierzyniec Pils, której produkcja do tej pory była ściśle kojarzona i związana ze Zwierzyńcem. Z ekonomicznego punktu widzenia takie działanie wydaje się uzasadnione, gdyż podczas ubiegłorocznego Konsumenckiego Konkursu Piw w Krasnymstawie to właśnie Zwierzyniec Pils zajął pierwsze miejsce w swojej kategorii. Nie było to pierwsze i jedyne zwycięstwo marki zwierzynieckiego browaru w konkursach piwnych. Jednocześnie z naszych obserwacji wynika, że marki kojarzone z browarem w Zwierzyńcu przez sieć dystrybucji spółki Perła - Browary Lubelskie były traktowane po macoszemu. Znane są przykłady utrudniania zakupu tych piw innym hurtowniom z innych regionów kraju. Działania takie w pewnym stopniu przyczyniły się do spadku sprzedaży piw zwierzynieckich.

Proponują Państwo różne scenariusze dla browaru w Zwierzyńcu, w pierwszej wersji utworzenie muzeum i browaru restauracyjnego a w drugiej warzenie przemysłowe ale jak wskazują na to doniesienia prasowe w ograniczonym zakresie. Obawiamy się tego by ten browar nie podzielił losu browaru w Jatutowie. Jako polscy konsumenci i koneserzy piwa nie chcemy bowiem, żeby niszczono ponad dwustuletnią tradycję przemysłowej produkcji piwa w Zwierzyńcu oraz likwidowano kolejny historyczny browar, produkujący świetne piwo tradycyjnymi metodami. Znane są przykłady, kiedy nowoczesność produkcji można połączyć z tradycją: browar Carlsberg zaprzestał masowej produkcji w Kopenhadze, w swoim macierzystym browarze, pozostawiając w nim jedynie produkcję ciekawych marek, cieszących się zainteresowaniem koneserów piwa. Jednocześnie jest tam muzeum browaru Carlsberg (Jacobsen). Znane są nam browary restauracyjne w znacznie większych niż Zwierzyniec miastach i ośrodkach turystycznych, borykające się z problemami ekonomicznymi. Dlatego odnosimy wrażenie, że propozycje dotyczące browaru w Zwierzyńcu służy jedynie „mydleniu oczu” oponentom. Minibrowar w Zwierzyńcu, który będzie charakteryzował się brakiem dystrybucji poza browarnianą restaurację i niewielką ilością warzonego piwa, ze względu na swoją specyfikę może „bardzo szybko okazać się inwestycją przynosząca straty” – to samo może dotyczyć produkcji przemysłowej jeżeli będzie w zbyt małej skali. Zależy nam bardziej na większej dostępności na rynku polskim skarbu Roztocza, jakim jest piwo Zwierzyniec z browaru w Zwierzyńcu. Sytuacji sprzyja powstawanie na rynku krajowym coraz większej ilości sklepów z bogatym asortymentem piw z browarów regionalnych. Mimo tego, że 95% produkcji krajowej jest w rękach czterech światowych grup piwowarskich, piwa z browarów regionalnych znajdują coraz więcej odbiorców.

Dlatego my, polscy konsumenci i koneserzy piwa zrzeszeni wokół portali internetowych: Browar.biz, Piweczko.org oraz członkowie Bractwa Piwnego, które jest ogólnopolską organizacją konsumentów piwa reprezentującą Polskę w Europejskiej Unii Konsumentów Piwa EBCU, protestujemy przeciwko zaprzestaniu warzenia piwa w skali przemysłowej w jednym z najstarszych i zarazem zachowującym tradycyjne metody produkcyjne browarów w naszym kraju, jakim jest browar w Zwierzyńcu.

z poważaniem,

niżej podpisani

 

podpisy można składac na stronie : http://piweczko.org/pl/petycje/pokaz/2

20:06, rapataplan
Link Dodaj komentarz »
sobota, 04 kwietnia 2009
Zakąski -alkoholowe, warszawskie koło ratunkowe.

Ta recenzja ukazała się na www.gastronauci.pl i publikuje ja tutaj za wiedzą i zgodą Oli Lazar:

Trudno mi zapomnieć mojej pierwszej wizyty w przekąskach. Właśnie uciekałem z Jadłodajni Filozoficznej przez, jak mi się wydawało ścigające mnie zaciekle gruzińskie kiepskie wino, które nieopatrznie zamówiłem. W biegu i rozpaczy, że nie ma już za studenckich czasów uwielbianego przeze mnie kasyna w domu bez kantów wpadłem w głąb przepastną Krakowskiego Przedmieścia. Uświadomiłem sobie, że dalej jest znacznie więcej kościołów niż barów, a ja w ten niedzielny późny wieczór potrzebowałem bardziej alkoholu niż modlitwy.

Zawróciłem więc pamiętając o drink barze w Europejskim i nagle stała się jasność i otworzyły się przede mną podwoje czynnych non-stop zakąsek. O bogowie, o czytelnicy. Kto z was bezskutecznie przemierzał nocną porą kwartały spaskudzonej przez komunizm Warszawy w poszukiwaniu miejsca gdzie nie straszą przedstawiciele handlowi a na zamawiającego 150 gram bez popitki nie patrzą jak na dziwaka, ten zrozumie moja radość.

Zanim zorientowałem się w lokalu jakoś tak automatycznie zamówiłem tatara i dwa razy po 50 gram. Były to bohaterskie czasy kiedy tatar w karcie był. W jakiej karcie – menu wypisane na ścianach – a jest to co jest. Potem dopiero zerknąłem  na rzeczone ściany i zobaczyłem śliczny komunikat, że wszystko do picia po 4, a wszystko do jedzenia po 8, więc wolny od rozterek materialnych podzieliłem moje skromne zasoby finansowe przez cztery i uradowawszy się z wyniku spędziłem w lokalu uroczy wieczór, noc i solidny kawał poranka.

Podoba mi się automatyzm z jakim dokonuje się w tym miejscu zamówień. Przysięgam kiedyś wpadłem tylko by wypić esspreso a powiedziało mi się: „zimne nóżki  i sto gram”. Ba, nie jestem nawet pewien czy przypadkiem jakieś kilka godzin po tych zimnych nóżkach  nie spotkałem w tym lokalu kobiety mojego życia.

Właśnie towarzyskość to główna cecha tego miejsca. Tu się rozmawia. Już w czasie mojej pierwszej wizyty kłóciłem się z pasją (było blisko do rękoczynów) o role kaparów w przepisie na tatara, a moim oponentem był kelner z Pałacu Namiestnikowskiego, potem wielokrotnie kłóciłem się i godziłem z bardzo różnymi osobami, każdą kwestię przepijając wódeczką. Piwa Tyskiego bowiem nie tykam – chyba żem bardzo spragniony – a wino tam jest marki zdaję się „żenada pince” czy jakoś tak. Wódeczka za to jest Luksusowa i całe szczęście.

         Z dań jadam tam poprawne zimne nóżki, tłuściutkiego śledzika, gzika, rzadziej białą kiełbaskę – choć robiona na miejscu, pasztetu raczej nie tykam, a szynki tez zwykle nie ma. Kawa, bo przydaje się i kawa czasem - pijalna. Ludzie w porządku, choć czasem zdarza  się trafić na dziki tłum, który na wszystkie strony odmienia wyraz „kultowy”. Ale tutaj kolejna zaleta Przekąsek – bliskość non-stop otwartego drink baru w Europejskim.  Jeśli trafiamy na dziki tłum – robimy tam alkoholowa uwerturę, kończymy też w Europejskim jeśli chcemy zindywidualizować jakąś relację, czy to biznesową, czy przyjacielską czy męsko-damską.

         Do Przekąsek zaglądam:

  1. Gdy jestem zadowolony z życia i nie chce nic zmieniać.
  2. Gdy jestem krańcowo niezadowolony z życia i chcę je radykalnie zmienić.
  3. Gdy akurat przechodzę.
  4. Gdy restauracji sejmowej cofnęli koncesję
  5. By spotkać potencjalną kobietę swojego życia
  6. Po nieudanej randce
  7. Po udanej randce na której nie wypadało pić zbyt dużo alkoholu ale mimo wszystko człowieka dopadał jakiś weltschmerz.
  8. Po zbyt szybko zakończonym balu purimowym, by przestać odróżniać „błogosławiony Mordechaj” od „przeklęty Haman”
  9. W wielu innych przypadkach

 

Na te moje przypadki nakładają się i multiplikują przypadki innych co tworzy atmosferę sprzyjająca podróży ku „królestwu ducha”.

I ważne dla mnie: staram się bywać w tym lokalu na zmianie Pana Romana – takiej klasy, profesjonalizmu i kultury osobistej nie spotyka się na co dzień.

 

 

 

 

 

 

18:50, rapataplan
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 02 kwietnia 2009
Bezsenność

Wczoraj intensywny dzień. Pobudka w Sochaczewie - stwierdzam, że achilles nie działa. Kusztykam więc na PKP i jadę o zgrozo pociągiem. Potem kieliszek olaszrieslinga, potem rozmowa o winach potem długa, choć zbyt krótka rozmowa z Gosią. Nikt z nas nie może powiedzieć na pewno, że smierć Tomka do niego dotarła, to jakby zupełnie nierealne. Najgorsze, że życie toczy sie dalej, jakby nigdy nic, słonce wschodzi, ptaki śpiewają  a w kieleckiem, jak to w kieleckiem piździ przeraźliwie nad ranem.

A potem był miły wieczór z Laurą i niezawodny furmint patryciusza, tym razem sprawdził sie podany w temperaturze pokojowej i butelka simonowego Cabernet Franc. Kiedy na drugi raz przyjdzie mi do głowy zamawiać to wino zadzwonię przynajmniej 4 jak nie sześć godzin wcześniej, by mi je otwarto. Teraz otwarto je tylko pół godziny przed podaniem - moja wina, moja wina etc - i po tak zwanej jamie ustnej szalały mi jakieś dziwne, owocowe kwasy. Simon uczy nas cierpliwości, nawet na wiosnę.

Swoją drogą musiałem zabawnie wyglądać w małym mazowieckim miasteczku, taszcząc w ręku ogromną szynkę z czarnej hiszpańskiej, karmionej żołedziami świni. A że do tego utykałem wyglądałem zarosnięty i wściekły jak jakaś mazowiecka wersja Mefistofelesa.

Teraz okulały liżę rany - duszy, ciała i umysłu w Krakowie, martwiąc sie jak ja przygotuje tą cholerną dzisiejszą kolację, co prócz polędwicy wołowej podać? Wina już zamówione, goście już zaproszeni, a ja ciągle 100 km od kuchni, w której mam ją gotować. Znowu nie pójdę dziś spać

10:57, rapataplan
Link Dodaj komentarz »