O autorze
RSS
środa, 25 kwietnia 2007
Ważne

Dla wszystkich młodych ludzi, którzy mają ochotę coś zmienić - mozna aplikować do Akademii Innowatorów Społecznych Ashoki. Wszystkie dokumenty na stronie

www.ashoka.pl

Ja się tam sporo nauczyłem, ale to byc może antyreklama. 

 

14:30, rapataplan
Link Dodaj komentarz »
No nieżle

Siedząc sobie w pijalni piwa "Kasia" w Janowie Lubelskim, i pijąc maleńkie Janowskie za 1,30 dowiedziałem się , że Janusz Palikot ze sztucznym penisem i rewolwerem w dłoni wystąpił na konferencji prasowej jako alegoria Prawa i Sprawiedliwości. Kto wie może to początek nowych czasów w polityce. Trochę głupio, że załadował do jednego worka całą lubelską policję i trochę głupio że wykonał ten efektowny happening na krótko przed ogłoszeniem raportu NIK o prywatyzacji polmosu Lublin. Oczywiście nie ma sensu spierać się o merytoryczną wartośc akcji Palikota. Jest oczywista. Potrzeba nam takich jasnych komunikatów, bo to co się dzieje dookoła zaczyna przypominać gminny komitet w Księżpolu.

Tymczasem zmarł Borys Jelcyn, może i sekretarz ale sekretarz odważny, pamiętam z jakim wzruszeniem słuchałem w radiu jego zaprzysiężęnia na prezydenta Rosji, a było składane w czasach kiedy ZSSR istniał w najlepsze. Brak mi teraz w polityce odważnych gestów i dobrych przemówień.

 A w kraju naszym tymczasem Blida Barbara zastrzeliła się w czasie rewizji ABW. Z Blida mam urocze wspomnienie, kiedy  Mietek Mielniczuk usuwał kieliszek z wódką  z jej zdjęcia na materiałach wyborczych Zbigniewa Janowskiego. Materiał fajny wyszedł wtedy. Ja tymczasem organizuje akcje pieczenia kiszek w Krzeszowie i szykuje się z wolna do Turnieju Nalewk w Lublinie oraz do Nocy Śledziożerców w Szczecinie. Tymczasem wieści smutne, drożeją wina węgierskie. Rządzący krajem socjaliści zafundowali taki śliczniutki kryzys, że wina węgierskie pójda w górę o  dobre dwadzieścia parę procent, a może i więcej,. Zatem do sklepow Portiusa towarzysze.

I pod koniec maja najważniejsza sprawa - Borok Tokaj Festiwal i odsłonięcie tablicy ku czci Portiusa w Tokaju.

13:33, rapataplan
Link Komentarze (5) »
wtorek, 24 kwietnia 2007
Kropla furmintu
Siedząc w winiarni portius - na trzeźwo -  i oglądając na scenie Gallaghera, Humble Pie, 5'nizze i Scratcha Perrego a także dziesiątki innych, doszliśmy do wspólnego wniosku, że tylko wina węgierskie wynagradzają nam fakt, że nie zostaliśmy gwiazdami rocka. Smutno nam było. W zasadzie to one tylko pozwalają zapomniec o tym, że gwiazdami rocka nie jesteśmy. Mysle sobie o tym słuchając HEY HEY MY MY. A w Tokaju widziałem w piątek coś cenniejszego niz złoto. W kącie sali firmy Mercatus stały sobie dwa kartony. W nich kilkadziesiąt owiniętych w gzetę butelek. Może trzydzieści. Wyciągnęliśmy na chybił trafił kilka z nich. A to ponad stuletnie tokaje przyszykowane na majową aukcję. Niesamowite. Prawie tak niesamowite jak porządny kawał mangalicy który zjadłem, popijając furmintem w restauracji Grof Dagenfeld (mieści się raptem piętro niżej). Do mangalicy prześliczne kluseczki z kiszona kapustą,smietaną i skwareczkami z surowego boczku. Oczywiście odjeżdżając z Tokaju o 19 serce moje tęskniło do Egeru w którym właśnie rozpoczynała się niezwykła kolacja. Mianowicie najlepsi kucharze węgierscy szykowali się w hotelu Imola do kulinarnych mistrzostw świata. I ja miałem na to zaproszenie. I ja nie mogłem tam być. Trudno, trzeba będzie w przyszłym roku. Ja zaś w sobotę o 5 rano wyladowałem na Ślasku, odczekałem chwile i zajrzałem do Kochłowic. Przywitała mnie Szanti, wypiliśmy z Andrzejem U kilka piw i pognałem gierkówką na Sochaczew. W sochaczewie proszę uprzejmie o nie omijanie pubu 77 na warszawskiej. Nie dość że pożyczyli mi żelazko z duszą na pokaz kulinarny, to jeszcze mają znakomite piwo z Ciechanowa, po które właściciel musi osobiście się fatygować gdzieś bliżej Stolycy. I to by było na tyle. Poza tym nic ciekawego się nie stało 
09:37, rapataplan
Link Komentarze (3) »
sobota, 14 kwietnia 2007
czasem chcę się zatrzymac

gorzej troche ze ta chęć nachodzi mnie akurat w karczmie w Obszy, kiedy umowilem sie na wieczor w pewnej miejscowosci ktorej nazwy nie wymienie, i nie chce nigdzie isc sie, do warszawy tez przezornie nie dzwonie, choc umowilem sie jutro na popoludnie

łazi mi po glowie cytat z Charmsa:

"Kobiety interesowały mnie zawsze. Zawsze niepokoiły mnie kobiece nóżki, zwłaszcza powyzej kolana.

Wielu uwaza kobiety za istoty zepsute. A ja ani troche! Przeciwnie, uważam je nawet w pewnym sensie za bardzo przyjemne. Okrąglutka, młodziutka kobietka! Gdzie tam, wcale nie zeputa!..."

wszytko to powiedział Charms, po czym ówczesne Zygmunty Dechniki - znaczy sekretarze z Leningradu zagłodzili go w celi na śmierć

 a Zabołocki, inny z oberiutów, napisał w jednym z wierszy, że lepiej jest patrzeć na gwiazdy niz podpisywać wyroki smierci i że nigdy nie będzie chciał władzy.

Takie to myśli głupie po kilku piwach przychodzą, może za sprawę przemiłych klenerek - to jest Kasi i Magdy. W każdym razie bardzo przepraszam pewną osobę, że nie dotrę dzisiaj na kolacje. Weltschmerz mi się zaczął. Idę zatem pić, a jutro rano zajmę się wykrzesywaniem radości życia. Dziś tylko melancholia jak z jednego utworu Erst.... Neubauten - za cholere nie pamietam jak się to pisze a sprawdzac mi sie nie chce.

I nie będę już dzisiaj toczył z nikim rozmów o naturze lubieżności. Ani o wpływie diety na piersi niewieście (o to była milutka rozmowa). Zdaje sie że mi odbija troszeczkę. "to fortepian jest pijany, a nie ja" śpiewał Tom Waits. Tymczasem za oknem wesele.

Gwiazdy przedwczoraj były piękne między dwoma Góreckami w nocy.

21:10, rapataplan
Link Komentarze (4) »
Szczyt bezczelności

ja tego osobiscie nie widzialem ale Krzysiek widzial - Dechnik Zygmunt poprosil IPN o nadanie statusu pokrzywdzonego. Oczywiscie dostał pismo wyjaśniajace ze nic podobnego miejsca nie miało. A działo się to kilka lat temu ładnych, w czasach gdy Zygmunt walczył z Januszem Rosłanem o przywództwo w SLD.

Co ciekawe na ulicy spotkał mnie ostatnio Walerian Bugała i zaprosił na wódkę oraz rozmowę o ciemnych sprawach biłgorajskiej spółdzielni mieszkaniowej. Cóz skoro Nowa biłgorajska stchórzyła, tak samo jak w sprawie polskokatolickiego biskupa trza będzie dźwigać ten cięzar przerwany swojego czasu aresztowaniem Andrzeja Długosza. Ale to juz osobna historia zwłaszcza, że w międzyczasie PO zbliżyło sie do PSL.  

15:06, rapataplan
Link Dodaj komentarz »
piątek, 13 kwietnia 2007
Zdjecia z Tokaju

 

Gwoli wyjasnienienia - ten pan widziany przez kieliszek to Janos Arvay

- zdjecia sa wlasnoscia visavis.pl a robił je Tomek - naprawde dobry fotograf 

21:48, rapataplan
Link Dodaj komentarz »
dlaczego wielki piatek byl inny - znaczy sie nie krzeszowski

Bo to bylo tak, ruszylem sobie grzecznie na warszawe, dotarlem okolo 17 i wiadomo oscypki, bimberek i pradziad - to znaczy kielbasa pawla krajmasa z kawalkami watrobki. no i okolo 22 wyladowalem u kumpeli. pogadalismy i poszlismy spac. rano spotkanie ze znajomymi przy oscypkach ( i tak mi nie wierzycie co to za znajomi wiec nie pisze)

ale jeden dialog ciekawy zacytuje

piotr (przez telefon)

- ile my bierzemy jagnieciny? nie przesadzasz? tone miesiecznie?

 ale dosyc o tym spotkaniu, zaraz po nim wyladowalem w sochaczewie, gdzie umowione spotkanie nie doszlo do skutku z powodu  jednego naduzycia akoholu, przemilczmy kto naduzyl. wiec ja w stopa i do plocka. w plocku robilem rydze - ale sliczniutkie, z kapusta kiszona i schabikiem - rewelacja. a potem dlugie rozmowy przy whisky i nastepny dzien spedzony na pieczeniu kaczki i robieniu rosti. wieczorem mialem byc w warszawie ale Maciek Kuron zadzwonil ze juz w poniedzialek jedzie do Kurnika i do Milicza. a moze Kórnika. W kazdym razie we wtorek, przez sochaczew ruszylem do milicza. Po drodze posluchalem z jakims gosciem "Band on the road" wingsow - polecam. Wyjezdzajac z Krotoszyna zadzwonilem do Macka a tu cisza. telefon milczy. No nic. Przez nadlesnictwo, przez Giena, w koncu przez zone Macka jakos dotarlem do jego milickiej kryjowki. No i zaczelo sie obzarstwo i robienie kielbas, siedzialem tam az do poludnia w wielki piatek.

kilka ciekawych scenek:

- Macku , czy Piotrus Topinski opowiadal ci historie o...

- Piotrus mi wszystko opowiadal siedzielismy razem w celi

-----------------------------------------------------

i nieznana mi piosenka Jacka Kleyffa

"Na głowie gniazda mi nie uwił orzeł biały

kukułka szczescia mi nie wykukała równiez

lecz ty mnie kochaj tak jak inne mnie kochaly

dlatego zem jest geniusz a nie gowniarz"

-----------------------------------------------------

w kazdym razie w piatek (wielki) w poludnie (zapomnialbym: pozdrowienia dla Pana Dyrcza z nadlesnictwa w Miliczu ktory bardzo mi pomogl w znalezieniu Macka) ruszylismy w strone warszawy by na kuroniowym podworku wedzic kielbasy.  wieczorem znalazlem sie w restauracji na zoliborzu - i to restauracji  winami wegierskimi. Wypilismy z Tadziem Harslevely Balint Balassi i Simonowe Pinot Noir ale nie te wielkie choc przyzwoite. Zjedlismy do tego tagliatelle z pesto i piliemieni. a potem Tadzio zaprosil mnie na swietna Rode z Rioja. Pogadalismy o pisaniu przy tej Rodzie i pewnie nawet doszlismy do jakis wspolnych wnioskow ale niewiele pamietam. Zwlszcza ze potem Łukasz poczestoal mnie znakomita austryjacka sliwowica, litewskim piwem i wspanialymi single maltami, ktore rowniez wypilismy do sniadania. pilismy z nowych kieliszkow do wodki wyborowa, dolacanych do tej odjechanej butelki. Rano wyladowalem znowu z oscypkami, pieczywem i wedlinami. I watroba powiedziala dosc a bylo to w wielka sobote. Co zrobic. Jak odbieralem u Macka kielbasy to tylko ziolka pilem. I tak nie dotarłem w wielki piatek do krzeszowa za co serdecznie zaluje

 

21:01, rapataplan
Link Komentarze (1) »
zyjacy pisarze

Wcxzoraj krotka rozmowa:

- czytałes filipiuka

- nie lubie czytac zyjacych pisarzy - jak zabralem sie za Vonneguta to umarl

- a nowa ksiazke Palikota czytales

- nie ale jestem ciekawy co sie stanie

20:21, rapataplan
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 kwietnia 2007
kamera otworkowa czyli swiat bez babci co w zeszły wtorek zmarła
A nie wiem co naprawde widać to wszystko zależy przecież od konstrukcji oka od mózgu konstrukcji i od czasu ekspozycji kamera obscura nie kłamie widać naprawdę tylko to, co się nie rusza albo co pojawia się i znika w tym samym miejscu raz za razem dlatego pewnie przed oczami mam umarłych moich bo widywałem ich w tym samym miejscu a nie mam tłumu przechodniów dlatego przed oczami ciagle kielich wina stoi nie ważne czy rzeczywiscie jest czy można po niego sięgnąć nieważne ważne że na dnie oka ślad zostawił nie mam płytki szklanej żadnego innego negatywu a wspomnienia to nie negatyw światło zostaje silne jak delirium realne jak delirium budzące strach światło to chemia, fizyka nie mistyka choć kto wie... jak jest jaka jest natura światła te wszystkie miejsca puste są i ciemne i jakiś ślad pośrodku
18:05, rapataplan
Link Komentarze (3) »