O autorze
RSS
niedziela, 29 marca 2009
Profesjonalizm i amatorstwo

Nie sztuką jest zrobić coś dobrego, sztuką jest osiągnąć powtarzalność skomplikowanej receptury. Jako, że od pewnego czasu pracuje nad flakami po warszawsku, moje mysli kłebią się wokół rumianej zasmażki, pożądanej konsystencji, sposobu i czasu w którym dodajemy imbir, ilości łoju i tym podobnych rzeczy.

Zauważyłem, Gieno świadkiem, że w odróznieniu od zawodowych kucharzy na to jak smakują moje dania mają przemożny wpływ moje emocje. Innymi słowy kiedy tylko okazuje się że jakaś obywatelka ma same zalety a jedną wadę, tą mianowicie że mnie nie chce, to wtedy przygotowuje rzeczy powiedzmy mniej nadające się do jedzenia niż te, które gotuję w okresach euforycznych. Flaki, które gotowalem w ten weekend sa własnie tego przykładem. Owszem dobre, może nawet i bardzo dobre, ale jakies takie nie moje, wszędzie gdzie można poprzęciągane, bez harmonii i rownowagi.

Zupełnie nie wiem jakim cudem, chyba tylko przez ambicję wyszła mi taka pyszna zupa rybna, jak ta ktora zeszłej niedzieli gotowałem (w uroczym towarzystwie) na południu Francji.

przepis przytaczam mniej więcej z pamięci i na pewno coś w nim ominąłem.

Najpierw miałem boczek od Mądrego , zesmazyłem, położyłem na to całe wypatroszone ryby, między innymi surowa makrelę i inne, które w tamtych okolicach morze śródziemne na targ przyniosło. Pocięłem kalmara i ułożyłem te paski na brzegach woka. Jak się to wszystko podrumieniło, dorzuciłem nieco szpinaku, zalałem wodą i i dodawałem kawałeczki różnych warzyw, sukcesywnie, w tym szparagów. Acha wcześniej jeszcze dorzuciłem do skwierczacego tłuszczu trzy kostki brązowego cukru - nie miałem bowiem miodu. Dosypalem odrobinkę suszonej pietruszki i bulgotało sobie tak przez dobre półtorej godzinki. Po upływie tego czasu pootwieraliśmy ostrygi i małże - te których nie zjadłem od razu odłożyłem na bok, a do zupy dolałem morskiej wody ze skorup - solenie zupy po tym zabiegu było już niepotrzebne. Po kolejnych czterdziestu minutach wyjęłem z wywaru ryby, głowy i osci wyrzuciłem (wyssawszy starannie policzki), reszte dałem z powrotem. Pocięłem w kawałeczki coś co było podobno ogonem płaszczki - śliczne bialutkie tłuste mięso i wrzuciłem do środka. Potem poddusiłem pory na masełku, dodalem na tą patelenkę resztę szpinaku, tyle tylko smażyłem te listki by zap[oznały się wszystkie z goracym masłem i wrzuciłem do srodka. Wyłączając ogień pod zupą wrzuciłem doń małże i ostrygi. Wycisnałem sok z cytryny

Podałem z malutenkimi grzaneczkami z bagietki. Dobra była. I zupa i bagietka.

4 godziny później drałowałem już raźno autostradą w kierunku Lyonu, a 15 godzin później raczyłem się bezpretensjonalnym pinot grigio pod Wenecią. W piątek wrociłem do moich flaków i tak będzie przez kolejne tygodnie. Po kilku razach może osiagnę perfekcję i zaczne pracować nad powtarzalnością. Lecę teraz sprawdzić czy dobrze zapiekły się z parmezanem

15:08, rapataplan
Link Komentarze (2) »
środa, 11 marca 2009
Blafy

Na pamiątkę cudnego koncertu Blafów w Istebnej

zamieszczam ten tekst z Jablunkova

Werkowy cug (A)

[C]Wyjechoł na Mostach osob[F]ni z tunela [C]wlak
[C]Je w nim piekno pruwodczo, na [D]listkach robi [G]cwak
[C]W tym cugu siedzi ale [F]ludzi wielki [C]daw
[C]Wiezie wszeckich na szichte do [G]werku panto[C]graf

[C]Werkowy cug, [F]werkowy [C]cug
[C]Na ceste kiwie mu [D]tu smrek, tam [G]buk
[C]Werkowy cug, [F]werkowy [C]cug
[C]Na ceste kiwie mu [G]tu smrek, tam [C]buk
Na siyni chłop marske dusi, wedla pijóm piwo
Starka co z Źiliny jedzie ze strachym se dziwo
W jednem cztwórce wszecy spióm, tam grajóm maryjasz
Mało kiery z tych ludzi mo ogolónóm twarz

Cug do Werku, cug do Werku
Włada robi ślosorza, Palo na sztalwerku

Tóm zastawke kaj stojymy Wolato Wiydyń zwióm
Teraz uż tam wole nimo ani stary Zóń
W Gródku a w Bystrzicy przilazuje ludzie moc
Dzisio majóm odpołednia, jutro piyrwszóm noc

Cug do Werku, cug do Werku
Lojza robi na szrotplatzu, Kareł na walcwerku

Eszcze we Wyndryni zasyczoł nad dwiyrzach roz
Na gruszce wesołóm śpiywoł pieśniczke se kos
Bliżimy se uż do Trzyńca, w taszce z wórsztym chleba
Kuminy wysoki widać, puszczajóm dym do nieba

Werkowy wlak, werkowy wlak
Uż aby my jechali kolejóm naopak

18:01, rapataplan
Link Dodaj komentarz »
trochę się działo

Tygodnie upłynęły pod znakiem negocjacji koncertowych, gotowania flaków, robienia knedli, duszenia kaczuszek, urodzin Adasia, rocznicy urodzin Maćka Kuronia, i purimowego szalenstwa

 

Na zdjęciu Laura, rabin Schudrich i ja

Na zdjęciu nie ma (jak mam nadzieję widać) nawet grama oszczerstw, opluwania, czy nienawiści. Sprawa cmentarza w Biłgoraju trafia do Komisji Regulacyjnej. Może tylko tło budzi niepokój - czyżby za wszystkim stała Coca cola i inne opanowane przez wiadome siły koncerny?

i jeszcze jedno, na tym żydowskim święcie spotkało się dwoje wnuków partyzantów - uczestnikow ataku na bilgorajskie więzienie UB - Ola Radzik i Krystian Kulinski - to zabawne, że czasem potrzeba żydowskiego święta  by się Polacy mogli spotkać. dochodziło jeszcze do innych zaskakujących spotkań ale ja niestety nie jestem przeddstawicielem plotkarskiej prasy i że nikt mi za takie relacje nie zapłaci - nie zamieszczę.

Zabawnie się czułem uczestnicząc w tym żydowskim karnawale w środku wielkiego postu. Znaczy miesza mi się w głowie - ale ponieważ spotkalem na balu purimowym rownież szefa Klybu Inteligencji  Katolickiej, ja wątpiący ateusz czuję się rozgrzeszony z indeferentyzmu radości duchowych. Nie mam natomiast pojęcia kto lub co, w razie czego rozgrzeszy mnie z pokus i ewentualnych radości cielesnych.

trudno damy radę.

11:52, rapataplan
Link Komentarze (1) »