O autorze
RSS
czwartek, 29 marca 2007
Owczarek Węgierski
I tutaj zgadzam się z Maciejem Giertychem: na podwórku genialnej piwnicy Nobilis w Tokaju ustaliśmy, że może inni ludzie pochodzą od małpy ale ja na pewno pochodzę od owczarka węgierskiego. W charakterze więc wyżej wymienionego owczarka obrzydzałem reszcie współbiesiadników pobyt w tym  pełnym wina miejscu na  ziemi.  Inny z naszych grepsów to - kobiety late harvest. Czyli zbierane gdzieś z knajpek  w porze, kiedy już barman marzy o tym by jakoś przetrzymać  spacer do domu świtem chłodnym. Cierpliwie czekam na liczne zdjęcia z Tokaju a wypełniony  wciąz jestem winem wśród którego nie zabrakło butelki 3-puttonowego Aszu (2001) sygnowanej moim nazwiskiem. a w ogóle to czas przestać się zajmować prywatnymi juz niemal pierdułami na tym blogu i zacząć tworzyć  jakąś bardziej publiczną i uporządkowaną formę. Może jutro albo w sobotę....
11:14, rapataplan
Link Komentarze (4) »
wtorek, 20 marca 2007
A to wiersz sprzed roku

w każdym razie  moje grafomaństwo i degeneracja pięknie się w nim prezentują:

Ziemię zimą zmęczoną

Rubasznie pieści słońce

Chciwie spija jej soki

W Krzeszowie Wielki Piątek

 

Nad nami kwitną magnolie

Czekamy na kwiat czereśni

Wielkopiątkowo słoneczni

Znad wina uśmiechnięci

 

Ciut zazdrościmy ziemi

Wilgotnej jak kobieta

Zza płotu patrzy kocur

I nic, i nic i nic

 

Nie ma bólu, w Wielki Piątek, nie ma krwi

 

Jeszcze czynne są sklepy

A nikt już zakupów nie robi

Znad bimberku szklaneczki

Przyglądamy się sobie

 

Zaraz wyjdą dziewczyny

Ogarną miotłą podwórka

Sąsiadka popatrzy ze wstrętem

Na boczek, na szklankę, na uśmiech

 

A w miejscu niewłaściwym

Bo w świętokrzyskim grobie

Przewraca się Jarema

Bo też by golnął sobie

 

I nie ma bólu, w Wielki Piątek, nie ma krwi

 

10:47, rapataplan
Link Dodaj komentarz »
Dzień dobry
Za oknem pogoda marcowa, trybunał konstytucyjny potraktował Zygmunta D. jak każdego obywatela, znaczy się niby sprawiedliwie a niesłusznie. Ale nic to. W zasadzie nie wiem co się teraz dzieję gdyż siedze głeboko w ksiązkach kucharskich i szukam inspiracji w temacie "smardze". Tymczasem pierwsze, na razie niejadalne grzyby wyrastają z wolna z ziemi.
09:33, rapataplan
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 12 marca 2007
Budapeszt

Degustacji około 60 win egerskich należy poświecic wyjatkowo dużo uwagi - jak widac na przykładzie mistrza Józefa.

 

Było to tak wyczerpujące, że ruszyliśmy na górę Gellerta (ach przypomniały mi się teraz  nózki cielęce z Istebnej) ...

fotografując przyrodę, zabytki i inne dowody na istnienie Boga...

....jak widać na powyższym zdjeciu wypite wino dawało mocno znać o sobie...

...czuło się ogromną potrzebę rozmowy z kims o podobnych możliwościach intelektualnych.

11:17, rapataplan
Link Dodaj komentarz »
I znowu kilka zdjęć

To bardzo ważne wino - Pinot Gris od Simona, lane przez samego mistrza

Powyżej obłędne wina od Imrego Kalo

znakomite wina.....

....cudowne wina...

...wina zarówno dla kobiet w ciazy i młodych matek....

....jak i dla zaawansowanych degeneratów. 

 

11:06, rapataplan
Link Dodaj komentarz »
Dymać Orła Białego

Bardzo się cieszę, że słowa tej pieśni bojowej Tymona Tymańskiego zabrzmiały w Sitarskiej a mina dyrektora Klechy w czasie wykonywania utworu wynagrodziła mi nieco dziwną atmosferę tego koncertu. Polskiej muzyce rockowej brakuje poczucia humoru, ogólnie w Polsce brakuje poczucia humoru dlatego wdzięczny jestem Borowym (całej rodzinie), że Tymon i Tranzistors zagrali w Biłgoraju. Choć miałem takiego kaca, że rozważałem pozostanie w domu.

W sobotę za to wieczór win węgierskich w winiarni Portius, tym razem warszawskiej. Na początku poszła Leanyka od Simona - wiadomo, jedna z lepszych win tego szczepu jakie zdażało się pić. Potem Furmint od Mercatusa - zaskakująco bogaty. Kekfrankos od Simona, to już zwykłe (to znaczy aż tak dobrze znane, że trzeba temu osobny tekst poświęcić) i wreszcie dwa bikavery po sobie - Egerski i Saksardzki. I chociaż Bikaver z Saksard od Tacklera obiecywał więcej zapachem - to jednak "słoneczny" Egri Bikaver Simona był bezapelacyjnie zwycięzcą w tej parze. Ot bikaver zrobiony tak, jak Simon mówił, że trzeba zrobic Bikaver. Potem, ponieważ szykowano się do 4 puutonowego Jana Kazimierza, poprosilismy o przerwę w postaci jeszcze jednego kieliszka furmintu. Przydał się i odświeżył nieco przed masywnym, choc lekkim jak na 4 puttony Aszu. I potem jak wiadomo nie daje się wypić juz nic, choc ja próbowałem jeszcze bikavera. Nie szło. Nie z powodu wrażenia które zrobiło Aszu, choć było świetne, nie było wcale rewelacyjne a wyłącznie z powodu ciężaru gatunkowego tego wina - po Aszu może iśc wyłącznie nastepne Aszu - lub palinka. Tak, że zrezygnowawszy - z niejakim bólem z wieczornej whisky poszedłem spać. wieczorną whisky przekwlifikowaliśmy na poranną. Był to cudny single malcik a ponieważ jestem w single maltach początkujący, nie zadałem sobie trudu by zapamiętać nazwę. wiem, że to błąd. doskonały i torfowo piaszczysty, choc nie przesadnie i z kroplą ognia na początek. Po tym whisky w niedzielę nie wydarzyło się już nic. W nocy śniło mi się słodkie Szamorodnie wino.

 

 

10:21, rapataplan
Link Dodaj komentarz »
piątek, 09 marca 2007
Czas na zdjęcia z Budapestu

Na początku zdjęcie szarej, która wprawiła w nastrój błogi acz smutnawy kolegę Łukasza, co widać na zdjęciu poniższym 

Pozostawał więc nam tylko spacer po zimowo wiosennym Budapeszcie

16:23, rapataplan
Link Dodaj komentarz »
Powoli

To Simon Józef 

Powoli docierają zdjęcia z Egeru

To własciciel studia kuchennego z Budapesztu, na którym szantażem wymogłem kacze piersi.

A poniżej, wesoła skacowana grupa w Egerze

Na czym skończyliśmy ?

W okolicach zeszłego czwartku, tak mniej więcej o 13 wyjechałem autostopem w kierunku Łodzi. Tak w każdym razie początkowo myślałem, kiedy gdzieś między Jeżowem i Bojanowem lazłem kilka kilometrów na piechotę kontemplując wiosnę naszły mnie wątpliwości czy zdążę na 19. Niestety, dotarłem na 20 i to nie do Łodzi a na Śląsk., potem powoli powoli przesuwałem się w kierunku Istebnej, ale o drugiej w nocy przywitał mnie Adaś Ćwieląg giczą jagniecą i budziejowickim piwem. Nastapiły trzy dni hulanek, z udziałem muzykantów, a potem przez Łaziska, Krosno do Górecka i wczoraj do Lublina na Turniej Nalewek. Do domu dotarłem dzisiaj autostopem o 3 w nocy ale nie sądzę bym zabawił długo. Czekają na mnie wina węgierskie. Z powodu ponalewkowego kaca piszę mało i bezsensu za co serdecznie przepraszam.

 

 

 

15:15, rapataplan
Link Dodaj komentarz »