O autorze
RSS
niedziela, 08 stycznia 2012
Zima
I co z tego, że bezśnieżna skoro i bezzielona. No niby brak zieleni mogę zagłuszać Arvayowym furmintem, choć 2005 rocznik raczej złotojesienny nawet niż letni ale trochę ziół przecie posiadywa, ale przecież jak trawy nad Bodrogiem pachnie. Resztkę tych furmintów przetrzymuje w gościnnej piwnicy Piotra Chomicza w Topolnie. A zaraz obok, też w Topolnie czekała na mnie zgładzona minikaczuszka.  Jeszcze w piątek dość banalnie zrobiłem piersi kacze. Takie tam. Czosnek, miód, pomarańcze, kropla furminta. Może i przemajerankowałem nawet. Bo w innych okolicznościach niż kaczka majeranku w zasadzie nie używam. Zwłaszcza do flaków. A kto wie, może mój organizm majeranku się domaga, bo moje podniebienie raczej nie, choć jak da  dobry węgierski Pan Bóg płat słoniny z mangalicy, by go zasolić, to się go ze świeżym majernkiem w maju uwędzi. Za to rano w sobotę na bazarek. A tam brokuły, brukiew, jarmuż, małe główki białej kapusty. No to resztę kaczuszki (bez wątróbki którą zaraz prawie na surowo połknąłem ze smażoną) do wody. Pieprz, pepperoncino, ziele, listek. Po kilkunastu minutach brukiew pocięta i twarde częsci brokuła i łodyga jarmużu i kilka ząbków czosnku. Znów kilkanaście minut i kapusta. I udka wyjąć może dziś, w niedzielę się dopiecze. I niech pyka dwie godziny. Potem lecą kwiaty brokułu, liście jarmużu, suszony czosnek, pół łyżki miodu i łyżka chrzanu. I sól. I pokrywka i z ognia, samo dojdzie pod wpływem temperatury. No prawie wiosna w misce. 
12:19, rapataplan
Link Komentarze (3) »