O autorze
RSS
czwartek, 22 stycznia 2009
Chateau Dereszla

Przedwczoraj zakupilismy fumint z tej sławnej winnicy. Rocznik 2006. Podstawowy furmint, pewnie nawet nie był z pojedynczego dulo ale pierwsze łyki były oszałamiające. Ta furmintowa równowaga między owocami, ziołami w nosie  - a łatwością picia, te natychmiastowe otwarcie się wina mimo niskiej temperatury podania. Jak to mówia Niemcy: "bardzo smaczne zwłaszcza w tak korzystnej cenie." Niestety z każdym łykiem dawał się nam we znaki coraz mocniejszy i wyraźniejszy w tym winie alkohol. To własnie odróżnia wielkie furminty od tych zwyczajnych. W wielkich mimo porażajacej czasem mocy - Arvayowi zdażało się i 16 %  - alkohol nie dominuje w żadnej z temperatur.

Co zatem polecam z furmintów które można dostać w Polsce:

ze 101.win.pl - znakomity St. Tomas od Szepsiego - ale tutaj przeraźliwa dla poczatkujących cena, choć według mnie nie przesadzona.

podstawowy furmint Arvaya - ale tu z lekkim wahaniem - w tej cenie lepiej kupić arvayowskie wytrawne szamorodni

A z Portiusa;

mój faworyt na polskim rynku: Patryciusz - cena około 50 złotych - aktualnie dostepny rocznik 2007

 świetny Nobilis - nie wiem który rocznik teraz Paweł Ungeheuer ma na składzie, ostatnio piłem te wino na Wegrzech - dośc drogi ale subtelny, elegancki i trafiony

kontrowersyjny Mercatus Sarhegy Dulo - niesforny, nieokiełznany, stawający okoniem ale wyrafinowany, żywy i charakterny, świetny do zaskakujących kulinarnych połączeń - w tajemnicy powiem, że dla domu handlowego Mercatus prygotowywano go w piwnicy Patrycjusza

Jest jeszcze Centrum  Wina i ciekawy furmint Oremusa, bardziej starostylowy ale nie tak kontrowersyjny jak dziko kwasowe produkcje Istvana Kissa, próbowałem go w święta w krakowskiej Restauracji pod Aniołami, gdzie cudnie zagrał z borowikowymi pierogami i z podsmażaną na maśle cebulką. Szkoda, że nie mieliśmy go na pierogowych warsztatach kulinarnych Magazynu Wino.

Na polskim rynku nie dostaniemy, ale prawie w każdym słowackim większym mieście będzie mały sklepik z winami tokajskimi od Ostrożevica, a tam - właśnie teraz zaczyna być sprzedawany, lany prosto ze stalowej kadzi furmint tego najlepszego z producentów słowackiej części Tokaju. Poecam serdecznie.

Oki - skoro juz jesteśmy poza granicą, to moje kolejne ulubione furminty, których niestety w Polsce nie dostaniecie:

Uragy Dulo - Szepsego

Istenhegy - Arvaya

St. Tamas Arvaya

i to co piłem tylko próbując z beczki - Varhegy dulo - z Patrycjusza - to będzie wielkie wino - jesli kiedyś ujrzy światło dzienne

oraz nowy producent

Bene Pince - naprawdę bardzo mi smakuje

ciekawie zapowiadają się też patrycjuszowskie i inne furminty z Lapis

 

Furminta naszego powszedniego mi trzeba, Byle dojechać do Warszawy.

 

12:55, rapataplan
Link Dodaj komentarz »
Ze strony Artura Bary - czy to też obelga?
"Mimo, że miałem dobrze płatną i satysfakcjonująca pracę zgłosiłem się do Wydziału Kadr Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Zamościu. Chciałem zostać milicjantem. Pan z kadr stwierdził, że w Biłgoraju wolny etat jest tylko w SB. Obiecał, że gdy coś się zwolni w milicji to mnie przeniosą. Szczerze mówiąć oczekując na wieści z kadr trochę się obawiałem. Okres z liceum nie był najlepszą rekomendacja do pracy w milicji. Było jeszcze jedno. Zdarzało mi się wozić z Lublina podziemną literaturę (gazety, druki bezdebitowe, ulotki). Mojego taty "Syrenką". Co by było jakby się wydało? 1 czerwca 1985 roku zgłosiłem się do pracy w Biłgorajskiej SB. W 1987 roku podjąłem studia podyplomowe w Akademii Spraw Wewnętrznych. Niedługo po jej ukończeniu przeniesiono mnie do milicji. W 1989 napisałem raport o zwolnienie z resortu. 31 maja 1990 roku był ostatnim dniem mojej pracy. Pięć lat do jednego dnia. Mimo, że to było tylko pięć lat i od tego czasu minęło ponad 20 lat muszę sie przy tym okresie mojego życia na chwilę zatrzymać.
Nie da sie oczywiście wszystkiego opisać w kilku zdaniach. Myślę, że gdy przyjdzie czas poświęcę temu więcej uwagi w stosownej publikacji. Tutaj przede wszystkim chciałbym zdementować kilka obiegowych opinii oraz skrótowo napisać czym zajmowała sie biłgorajska bezpieka w okresie mojej w niej pracy.
Z góry jednak uprzedzając różne możliwe złośliwości,
oświadczam, że stanowczo potępiam wszelkie nadużycia jakie dopuściła się tamta władza, w tym funkcjonariusze SB. Potępiam morderców księdza Popiełuszki, sprawców pobić, a także osoby, które wykorzystywały swoją władzę dla osiągnięcia prywatnych celów. Jak każdy obywatel żądam ścigania sprawców przestępstw. Jestem jednak przeciwko stosowaniu odpowiedzialności zbiorowej. Oświadczam, że jeżeli jest ktoś, kto czuje sie pokrzywdzony moją pracą w SB to go uniżenie przepraszam. Jeżeli domaga się zadośćuczynienia, to go otrzyma.
Dalsza część mojej historii wkrótce."
11:44, rapataplan
Link Komentarze (2) »
wtorek, 20 stycznia 2009
Szczecin

Czy da się polubić Szczecin? Czy mozna przejśc obojętnie nad olbrzymim napisem Harnaś na elewacji najnowszej starówki w Europie? Czy można zdzierżyć bzdury chaotyczne wypisywane w czasopismie Prestiż? Czy mozna przetrzymać lekture menu w restauracji Chałupa? O Bogowie moi , trucizny. W kraju któremu wystrzelano inteligencje i studentów, a prawie całą resztę madrych zmuszono do ucieczki zasiedlenie przeszło półmilionowego pustego miasta musiało skończyć się katastrofą. Prawdziwy, piękny Szczecin zobaczą za 120 lat nasze prawnuki, Naprawde nic by się nie stało, gdyby Szczecin po wojnie przypadł Niemcom. Deptak Bolesława wrrrrrrr.....!!!!!

Jest w Szczecinie wiele pozytywów, ogromna rzeka, cudowny widok, styatki cumujące w centrum miasta, knajpka Raymonda, Kana, stragany z rybami, śledzie u Bolka i szaszłyki - to całe towarzystwo, które stopniowo poznaje dzięki Gienowi, a potem Markowi a teraz trochę Igorowi. Ale jest i straszna pretensjonalna pustka.

12:07, rapataplan
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 19 stycznia 2009
A co ja mogę? Czyli esbek w jarmułce.

Jako, że na stronie Artura Bary ukazał się dość niejasny i chaotyczny tekst na temat zamykania cmentarza żydowskiego w Biłgoraju (z dziwnych przyczyn nazwany "sekretne życie Kmiecia cz 2 - czy jakoś tak) informuje, że z przyjemnością się ustosunkuje do niego, jak tylko przebrnę przez bełkot i zawiłości stylu. Nigdy bowiem nie byłem miłośnikiem szarad.

ale za to moge z już teraz odnieść się do poszczególnych fragmentów - do tych które rozumiem, jak wiecie bowiem do pięt nie dorastam umysłowości Artura:

pierwszy fragment;

" Dzień wcześniej  (6 stycznia) w Warszawie "Straszny Pan" P. Cz. usiłuje się spotkać z nim w hotelu. Nie jest to zbyt miłe dla niego spotkanie (mam nadzieję, że pochwali się na blogu swojego kumpla, ale o tym będzie w późniejszych odcinkach tej kiepskiej historii)."

- kolejny przykład esbeckiej manipulacji - skoro  "usiłuje" to w jaki sposób "nie jest to dla niego zbyt miłe spotkanie". Czyli spotkał się czy nie spotkał?

Niestety spotkał, tyle, że nie w hotelu, a w siedzibie Fundacji Ochrony Dziedzictwa Żydowskiego, gdzie własnie został  poproszony o  zamknięcie cmentarza. Czego zatem Szmulik nie powiedział o tym Arturowi? może nie uważał tego za ważne, może został poproszony przez Monikę Krawczyk o dyskrecję - nie wiem. Gwoli ścisłości chciałbym dodać, że było to drugie spotkanie Piotra ze Szmulikiem w czasie ostatniego pobytu w Szmulika w Polsce, drugie i nie ostatnie. Owszem w czasie pierwszego z nich (31 stycznia Holiday Inn Kraków) Piotr usłyszał od Szmulika kilka gorzkich słów, byłem przy tym - ale szybko wyjaśnili sobie wzajemne pretensje. Jakie konkretnie zarzuty miał Szmulik wobec Piotra nie czuję się upoważniony ni przez Piotra, ni przez Szmulika by o tym pisać. Ale esbecka niezdrowa ciekawośc tak czy tak zostanie zaspokojona.

 fragment drugi

"Chcąc przekonać się o tym na własne oczy udałem się na cmentarz zaopatrzony w aparat foto. Stwierdziłem, że rzeczywiście na terenie cmentarza są pojedyncze ślady ciągnionych po śniegu sanek. Jakoś jednak ślady butów nie odpowiadają dziecięcemu rozmiarowi (ale może się mylę)." 

Mam zdjęcia z 7 stycznia i wcześniejsze, jest na nich wiele śladow sanek - rozmiaru butów nie mierzyłem - nie mam też co do tego żadnych hipotez, spisku bym jednak nie węszył. Cmentarz zamknęła Fundacja Ochrony Dziedzictwa Żydowskiego, na czas zimy, Fundacja (nie Rabin) jest gospodarzem tego terenu i podejmuje suwerenne decyzje. Zresztą nie jest to wątek istotny i nie wiem dlaczego Artur pisze - że ogłosiłem o tym "z tryumfem". Spora częśc kirkutów w Polsce jest zamykana, a klucze znajdują się w rękach sąsiadów cmentarza i sa udostępniane tym, którzy chcą cmentarz odwiedzić. Prostszą rzeczą jest cmentarz zamknąć  niż stawiać przed nim straż miejską.

fragment trzeci:

"P.Cz. w dniu 2 listopada podczas wielkiej uroczystości związanej z likwidacją getta w Biłgoraju jak zwykle przyszedł pod wpływem kwasu z ogórków. W obecności wielu zgromadzonych Pani Mikulska (córka odznaczonych medalem Sprawiedliwi Wśród Narodów Świata) powiedziała P.Cz. co sądzi o jego zachowaniu. Nie były to miłe słowa."

tutaj towarzysz Bara przegiął i w chamstwie i w bezczelności. w odróżnieniu od Bary paliłem znicze, kiedy on przyglądał się z daleka, rozmawiałem również z Danutą Mikulską (żeby Artur wiedział jakie sliczne zdanie ma pani Danuta na jego temat) - Bara wie tylko to o czym mu doniesiono, nie wiem, czy Piotr był "pod wpływem kwasu z ogórków" czy nie - potem poszliśmy na kilka piw - ale w jego zachowaniu nie było na pewno nic uwłaczajacego miejscu i uroczystości.* . W odróżnieniu od twojego zachowania Arturze - było nas tam kilka osób i naprawdę było nam przykro kiedy palililiśmy znicze, a Ty stałeś z dala i przyglądałałeś się jakbyśmy popełniali jakąś zbrodnie. Naturalnie esbeckim zwyczajem notując nazwiska figurantów. Nie było nas wielu, jak piszesz, nie wiem, czy przyszło 10 osób, ci sami ludzie, ktorzy przychodzą na cmentarz od lat. To my w gronie przyjaciół wypełnialiśmy to - co wpisujesz na stronie Stowarzyszenia Singerowskiego jako jedno z jego zadań. Wtedy po raz ostatni jak sądzę podałem Ci rękę. Wtedy jeszcze myślałem, że mimo sporych różnic nie posuniesz się do podłości - dopiero kilka dni później po raz pierwszy napisałem na blogu o sprawie kirkutu, kiedy wiedziałem już jak kłamaliście naszym żydowskim przyjaciołom, jak manipulowaliście swoimi rozmowcami, jak uciekaliście od jakiejkolwiek odpowiedzialnosci próbując zepchnąć sprawy pod dywan. Teraz podejmujecie szereg pozorowanych w gruncie rzeczy działań klucząc i kręcąc. Rozumiem, że priorytetem jest uchronienie budżetu miasta przed wypłaceniem odszkodowania  firmie TransBos - ale powiedzcie to wyraźnie - te półtora miliona, czy w pesymistycznej wersji - trzy miliony złotych sa dla nas ważniejsze niż naprawienie zła, jakie miasto Biłgoraj wyrządziło przez swoją bezmyślność i niedbalstwo. Co więcej, za to niedbalstwo i za próbę zatajenia profanacji cmentarza, nie macie zamiaru odpowiadać. Jak zwykle popularność (53 głosy) i utrzymanie się przy włądzy sa ważniejsze dla was niż przyzwoitość. Ale z jakiej racji mam się spodziewać przyzwoitości (choć długo się łudziłem i tkwiłem w tym błędzie) od kogoś, kto był oficerem SB.

 

fragment czwarty:-)

"Coś mi się wydaje, że "Straszni Panowie Dwaj" dalej mają chęć na skłócenie Polaków z Żydami."

zastanawiam się jak to jest, czy po to wynajdowaliśmy na świecie Szmulika, Towę, Israela Baron, Rivkę, Ludwika, Shalomma, Yossiego - czy po to namawialiśmy ich do przyjazdu do Biłgoraja, by ich z nami kłocić? Czy myslisz, zakuta, łysa pało (może ten język zrozumie Artur) że tak łatwo było ich namowić do kontaktu z Wami. czy myslisz że mało się nasłuchaliśmy gorzkich słów o Was? Pamiętam pierwsza wizytę rabina Schudricha w mieście - nie miał dla niego czasu, ani Rosłan, ani Bara. Tylko Piotrek, ja i Tadeusz Kuźmiński. Dzwoniłem wtedy i po jednego i po drugiego. mieli to wtedy w dupie, była niedziela - teraz jest inaczej, teraz, gdyby tylko nie bali się smieszności wybudowali by rabinowi bramę tryumfalną. Czy dalej myślisz, że nie zalezy nam na tym mieście? Czy naprawde myslisz że interes miasta - to jest tylko wasz interes? I kto nie jest życzliwy dla was, źle życzy miastu?

Nie chcemy tylko, by nasi koledzy i przyjaciele, z którymi w odróżnieniu od was nie robimy żadnych interesów, nie organizujemy misji handlowych, i nie wystawiamy piersi do orderów, chcemy by Ci nasi żydowscy przyjaciele - nie pomyśleli pewnego dnia - znowu Ci goje zrobili nas w chuja. Zwyczajnie nie chemy żyć w mieście w którym każdy ucieka od odpowiedzialności - posługując się tylko frazesami o "wspólnym interesie" czy spokoju i w obronie własnych stołków używa antysemickiego straszaka.

Szmulik powiedział: " jak nie będzie Rosłana i Bary" - przyjdą gorsi. A ja wcale nie myślę, że gorsi, myślę, że po robocie, również edukacyjnej, którą wykonał Piotrek antysemityzm w Biłgoraju przestanie być modny. a jesli coś ma szanse obudzić te uśpione demony - to co najwyżej zdjęcie esbeka w jarmułce. To się rzeczywiście paskudnie w tej części świata kojarzy.

 

*(radzę Ci nieco ostrożniej używać informacji które uzyskujesz od Krzysztofa Szweda - ten skądinąd sympatyczny mieszkaniec Korczowa, ma jedną wadę - dużą radość sprawia mu, kiedy ludzie są na siebie źli, również z powodu przekazanych przez niego wyolbrzymionych nieraz i przekręconych informacji, naturalnie pozdrawiam z tego miejsca Krzysia serdecznie)

15:11, rapataplan
Link Komentarze (2) »
Świat się zmienia

Wczoraj około godziny 13 zbierałem ulotki wystawy w krakowskim Bunkrze Sztuki, by je wysłać Natalii, a juz około 20 włączałem tv pod Stargardem Szczecińskim, by oberzeć choć fragment meczu Polska - Rosja. Po drodze zahaczyliśmy na kawę do Andrzeja Urnego w Kochłowicach, oraz przejechaliśmy berlińskim ringiem, jakoś tak przez Niemcy do Stargardu szybciej.

10 lat temu taka podróż to byłaby abstrakcją, teraz to prawie rutyna, niemniej jest coś kolosalnie nienaturalnego w tak szybkim przemierzaniu odległości. Aż musiałem wieczorem poczytać księge Koheleta. Vanitas Vanitatum et Omnia Vanitas. Na ziemię sprowadziło mnie dopiero Koverszolo 2007 z Tokay Nobilis. Wino doprawdy wielkie i czarujące, o dziwo pije się je coraz łatwiej z każdym łykiem. a to szokujące cecha w przypadku win słodkich,  to trochę jak piękna kobieta. Oszałamia na początku, zapomina się przy niej języka w gębie, a potem dopiero jest normalnie i można porozmawiać nie skomląc przy spojrzeniu w oczy i kontrolując spojrzenia w kierunku biustu, potem dopiero można rozmawiać  bez obawy czy nie wyjdę na idiotę. Ale mało jest takich pięknych kobiet i prawie nie ma takich pięknych win.

Namawiałbym was do kupna tego wina u Portiusa w Krośnie, ale zła wiadomość - Igor wziął ostatnie butelki z tego rocznika, na Wegrzech jest może jeszcze kilka sztuk w Borbarze u Zoltana Hegedusa. Ale jest i dobra wiadomość - kto wie może już w maju będzie nastepny rocznik, może i lepszy. A ja czekam aż ktoś zrobi wytrawne porządne koverszolo, wiem, że będzie trudno żeby nie przesadzić z alkoholem. Ale - świat się zmienia.

I jeszcze jedna obserwacja o tym koverszolo. To było chyba w listopadzie, namówiłem Maćka Kuronia by kupił butelkę. wyobraźcie sobie, że dwa tygodnie potem spotykamy się u Kuroniów i pijemy wina węgierskie. skończyło się kilka butelek, które przywiozłem od Simona a Asia mówi - "tam w kuchni stoi jeszcze jedno z węgierskich win, które kupowaliście z Mackiem, ale pewnie zepsute, bo stoi otwarte dobry tydzień".

I wyobrażacie sobie, że było dobre? Gieno świadkiem. 

12:18, rapataplan
Link Komentarze (1) »
sobota, 17 stycznia 2009
Siostra Leokadia

A ja martwiłem się o swoją zawodową przyszłość tymczasem musze tylko troszkę popracować nad erudycją i mogę być taki jak Siostra Leokadia. zycie bedzie piekne. To takie proste być gwiazdą.

Nagranie ze strony http://glosrydzyka.blox.pl/html

15:33, rapataplan
Link Dodaj komentarz »
piątek, 16 stycznia 2009
korespondencja

Ja sobie siedzę grzecznie w Krakowie i piszę, mniej lub bardziej przydatne komuś teksty. Żeby nie popaść w nastrój ekspiacji ugotowałem sobie zupę z kaczuszki i brukselki. Tymczasem Piotrek bada w Warszawie korespondencję Urzędu Miasta Biłgoraja w sprawie kirkutu. Wynika z niej ni mniej ni więcej tylko to, że to my we dwóch (pewnie w porozumieniu i współpracy z antypolskim żydostwem i biłgorajskimi antysemitami) najpierw uchwaliliśmy sławetny plan zagospodarowania przestrzennego (na terenie cmentarza działalność usługowa), potem sprzedaliśmy działkę Bosakowi, pozyczając mu na to pieniądze które wyłudzilismy od Żydów amoże od Kuźminskiego, a następnie sami ją rozkopaliśmy by jątrzyć i przy pomocy żydowskich kości obalić władzę Rosłana i podwazyc powszechnie uznany autorytet (jak sie okazuje jednak 53 głosy) Artura Bary. Teraz zaś sobie tylko znanymi sposobami blokujemy jedynie słuszną drogę załatwienia sprawy czyli słynne: "Jestem niewinny, zresztą co ja mogę" Janusza Rosłana.

 

13:00, rapataplan
Link Dodaj komentarz »
40 lat temu

40 lat temu na Vaclavskim Namesti, tuż przy muzeum narodowym spłonął Jan Palach. Na jego pogrzeb przyszły tysiące ludzi. Komunistyczne nawet gazety pisały o bohaterze, mimo że w Czechach i na Słowacji stały w pogotowiu komunistyczne armie. Palach nie godził sie na powrót do retoryki kłamstwa, nazwał zło złem a tragedię tragedią. Prosił, bezkutecznie żeby nikt nie szedł w jego ślady.

Przez lata z niego i z jego podobnych śmiali sie oficerowie służb bezpieczeństwa, i inni "pragmatycy", ale to dzieki takim jak on przestaliśmy żyć w ciagłym strachu, upodleniu i upokorzeniu.

I zawsze kiedy myślę o demonstracji patriotycznej na pogrzebie Palacha, kołacze mi się po głowie pewna refleksja. To my Polacy uważamy się za bohaterów, Czechów mając za tchórzy, ale kiedy płonął Siwiec nie przerwano nawet transmisji dożynek. Prasa w Polsce milczała, a na jego pogrzeb z trudnością dotarli najbliżsi. SB nie pozwoliło na jakikolwiek gest, na to, by płonący Siwiec przeniknął do publicznej świadomości. Niech naród ma wrażenie, że upodlenie dotknęło każdego. Niech naród wspiera swoich chłopaków  okupujacych wtedy Hradec Kralove. Prawie rok temu siedzieliśmy z Maćkiem Kuroniem w Jaśle i późno w nocy Maciek zaśpiewał nam przejmującą, choć naiwną piosenkę, zakończoną pytaniem Jacka Kleyffa - "a co Ty zrobiłeś dla Hradec Kralove?"

Nie ma siły, o pewne rzeczy trzeba walczyć nawet wśród drwin pragmatyków i wsciekłości oficerów SB. Jak to dobrze, że już nie ma tej formacji, bo z jej reliktami poradzimy sobie spokojnie.   

11:40, rapataplan
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 15 stycznia 2009
Cielęcina i szpinak
miałem pisać o cmentarzu, ale mi się nie chce, przeżarty niezła cielęciną i szpinakiem sącze sobie bikavera 2003 medium i marudze, żem spiący. ale nic to i tym razem damy radę.
21:49, rapataplan
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 stycznia 2009
Internetowa wersja Magazynu Wino:-)
Witojcie:-) Wreszcie to wygląda jak należy:-) a oto link Magazyn Wino - a będę ciut egoistyczny w tym linku:-)
05:21, rapataplan
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2