O autorze
RSS
środa, 31 stycznia 2007
Jak to miło po kuchni pobuszować

W zasadzie buszuje Gieno, ktory uczy panie w Górecku Kościelnym jak zastosować proste metody w karczmie.

a ja sobie podjadam. W tych szkoleniach cudownie widac ile mogliby skorzystać rozmaici lokalni gastronomowie z wiedzy innych. niestety karczma w Górecku jest wyjątkiem - reszta jest zwykle albo przekonana o swojej doskonałości albo cierpi na chroniczny brak wiary w siebie. I ma w nosie uczenie sie czegokolwiek. Za to wieczorem  telefon z Krzeszowa, siedzimy w piekarni, pieczemy cebularze i pijemy bimberek. Cóz kiedy 3 godziny pozniej przejezdzalem przez Krzeszow tirem, ktory nwiozl mnie w strone Sandomierza, bylo juz po imprezie. Szkoda, chetnie bym sie na dwie czy trzy godzinki zatrzymal. A teraz nudny, mokry kraków.

08:18, rapataplan
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 29 stycznia 2007
Krzeszów

Krzeszów lezy przy powrotnej drodze, którą wróciłem ze Śląska na Biłgoraj. Spędzę tu trochę czasu zwłaszcza, że mój największy krzeszowski wróg - przewodniczący rady gminnej - powiększył był nieodwołalnie grono aniołków - lub innych stworzeń.

Na Śląsku za to wariactwo. Nie dość, że jestem ze Śląskiem związany sentymentalnie i samo brzmienie nazw śląskich miejscowości wywołuje we mnie niezdrowe podniecenie (ach te wspomnienia niepotrzebne) to jeszcze wylądowałem w przemiłym towarzystwie Adasia Ćwieląga i jego krewnych i znajomych z galerii Inny Śląsk, na jubileuszowym Wieczorze Trzech Kucharzy. Kucharzy było nie trzech a 7, jedzenie rózne ale na ogół smaczne jak diabli, ja jak zwykle przesadziłem z róznorodnościa sposobów przyprawiania. Za to furrorę zrobiła polenta w wykonaniu Andrei Parolo. I po wizycie Ani i Andrei w Tarnowskich Górach - hanysy zajadają się suszonymi pomidorami, serem i genialnym salami a w łodzkim domu Ani i Andrei jadło się wczoraj (na niedzielny obiad) polentę z surową śląską kiełbasą oraz tą samą kiełbasę jadło się w sobote lekko grillowaną i polaną octem balsamicznym.

A w sobotę jak zwykle długa wieczorna rozmowa z Andrzejem Urnym o muzyce.

Za to w niedzielną noc w Krzeszowie na Bazie ludzi umarłych prawdziwy slowfood - powidła co prawda porzeczkowe ale wysmażone cudnie, miód spadziowy z lasów janowskich, pyszny boczek własnego wyrobu i kropelka (no góra dwie :-) bardzo zacnego bimberku - a w wszystko to nie z jakiejś szczególnej okazji ale po prostu - to co codziennie jest na krzeszowskim stole.

A swoją drogą ciekawe co u Zygmunta:-) Jeśli kaczyńscy ustapią i nie odbiora mu siłą mandatu - bo że będzie go trzymał zębami to pewne - Zygmunt może wpaść w taką dumę, że istnieje zagrożenie pęknięcia jego cielesnej powłoki, która nie zdzierży ciśnienia ogromnej osobowości sekretarza, skrojona jest bowiem nad wyraz skromnie, nie na miare tak wielkiego człowieka, ale jakby dla zwykłego kapusia zdaje się szyta. Pan Bóg płata z ludzką cielesnością figle różne. Kiedyś o jego wielkości przypominała choć leninowska bródka, a teraz na siłe jej oznak można by się doszukiwać jedynie w pożyczce na łysinie a'la Łukaszenko. Zygmunt zrobił więc postęp w wyborze swoich idoli - mimo całej odrazy wolę Łukaszenkę od Lenina.

 

11:43, rapataplan
Link Dodaj komentarz »
piątek, 26 stycznia 2007
Babie uszy

Tak nazywają się smardze w moich stronach - okazuje się, że  wystarczy zapytać kilka osób, by podbiłgorajskie lasy zaroiły się smardzami. Oby tak było nie tylko w opowieściach. Tymczasem Zygmunt  Dechnik chyba na serio straci mandat radnego.  Można łączyć to wydarzenie z niedawną wizytą w Izraelu Krzysia Szweda i Piotrusia Czarneckiego - ciekawe, który z nich włożył "kwitełe" z życzeniami wszystkiego złego dla Zygmunta w szparę ściany płaczu. Bo w sumie obaj go nie lubią.  A może, by ogłosić konkurs - niech zgłaszają się ludzie, którzy naprawdę lubią Zygmunta. Tacy, którzy twierdzą, że to świetny facet i przyjemnie spędza się czas w jego towarzystwie. I że wybierają to towarzystwo bezinteresownie - ot, by nacieszyć się jego taktem, erudycją i nieskazitelną kulturą osobistą. By zaczerpnąć z krynicy przewag moralnych, zakosztować słodyczy politycznej mądrości i roztropności. Będę wdzięczny za relacje takich osób i umieszczę je z chęcią na tym blogu. Nie będę cenzurował.

A ponadto Visavis.pl czyli Przemek i inni zaczęli tworzyć fotocasty. Na pierwszy ogień poszedł fotocast o Rosjanach w Zakopanem. Przemek zapowiedział, że umieści również taki o krzeszowskich powidłach. Przyda się powidłom, choćby w kontekście zapowiadanego sukcesu oscypka w biurokratycznych strukturach europejskich.


I dzisiejszy widok popa, który w autku jakimś jechał na swiatłach awaryjnych niemożebnie powoli w góre wiaduktu nad LHS. I śnieg jakiś padał, i pop był brodaty i w popim głowy nakryciu,. A rejestracja gdzieś spod Białej Podlaskiej. Gdzie zmierzałes popie przez ziemię biłgorajską w mokrośnieżny dzień styczniowy? Musze sobie kupić ponownie przyzwoity aparat fotograficzny. Ciekawe kiedy. I za co :-) 

A na deser zasłyszana anegdotka z zeszłotygodniowego konkursu włoskiej kuchni. Jedna z konkursowych ekip podała kilka plasterków pieczarek, jakieś inne plastry warzyw - całkowicie minimalistyczne podejście. Plus stróżkę oliwy i odrobinę trufli. Jury było oburzone, wręcz krzyczało a najbardziej krzyczał na tą bezczelność mistrz Sowa. Gdy pierwsza furia minęła okazało się, że autorami "dania" byli jego chłopcy z hotelu Sobieski. Szkoda, że nie widziałem jego miny - miałbym do kolekcji.

Pozdrawiam, idę podlać kwiatki, sprawdzić kaloryfery i stanąć na drodze. Kierunek Tarnowskie Góry, A w sobotę? Kto wie co będzie w sobotę?

Niniejszym chciałbym podziękować Jurkowi za atmosferę przy zakupach, wódeczkę i koreczki o wdzięcznej acz mocno niecenzuralnej nazwie -"biłgorajskie kutasiki". Chleb razowy, smalec sklepowy ( w domowym ogórek nie ustoi, zbyt liczne i duże skwarki) i połówka ogórka przekrojonego poprzecznie.

A dzisiejszej kaczce z Sitarskiej czegoś zabrakło.... Jak bedę wiedział czego napiszę. Żurek bardzo poprawny - i nie piszę tego dlatego, że dostałem piersióweczkę w prezencie. Ani tym bardziej dlatego, że to była pusta piersióweczka. 

 

 

01:46, rapataplan
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 23 stycznia 2007
Mróz idzie

Tymczasem nawet Adam Mróz - grzybiarz zasłużony nie wie gdzie można dostać (a jeszcze lepiej zebrać) smardze. Myśl o smardzach nasunął mi Bogdan Palikot również zasłużony grzybiarz, choc zbyt często na diecie:-). Uprasza się zatem P.T. Czytelników o odpowiedź albowiem bardzo zatęskniłem z smardzowym sosem.

Oczywiście nie czytałem Marka Twaina a jedynie Słonimskiego. Oj jakbym się do źródlanej wody zanurzył tak dobrze zrobiły mojej skołatnej głowie jego felietony.

Inne źródełko to powolny powrót porterowego Żywca z beczki, na razie do Lublina, ale może i o moje miasteczko zahaczy.

Kolejne źródełko to koncertowe nagranie Orkiestry Na Zdrowie Jcka Kleyffa, które rychło nastąpi.

Dość źródeł teraz anegdotka. Jesli wpisuje się w Google "Dechnik Zygmunt" jako pierwszy odnośnik wyskakuje niniejszy blog:-) Tymczasem porą nocną jadąc autostopem nasłuchałem się opowieści o zygmuncie. Bajają o nim byli studenci jak o żelaznym wilku. I potwierdza się obraz chama, nie szanującego ani studentów ani pracowników, każącego sobie prasować koszule, gotować pierogi, wysyłającego ekipę w godzinach pracy do swojego domku w Krzeszowie Górnym. Nikt się nie dziwi, że przy takim "kompetentnym" dyrektorze kolegium UMCS w Biłgoraju ledwo zipie.

Mniejsza z tym, święta ziemia nie takie kanalie jak Zygmunt nosiła a mimo to jeszcze czasem dobra winorośl na niej sie rodzi. Juz po Beaujolaise (które wipiliśmy w listopadzie z oczkodłubami) widać, że ten ostatni rocznik nie będzie najgorszy.

 

18:01, rapataplan
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 22 stycznia 2007
I znowu nocna Warszawa
Bugaj, Kamienne Schodki, Brzozowa, Barbakan. O drugiej w nocy w niedzielę to praktycznie martwe miasto. Przewrócona doniczka. ślady graffiti na Traugutta i jacyś barbarzyńcy, którzy zdarli vlepki z okien. Patrole, które wyraźnie się nudzą, niedopici Holendrzy. I gdzieś po łbie łażą tylko pompatyczne nieco melodie Lao Che. Aż mam obrzydliwe wrażenie, że w tym mieście nawet umieranie miało coś z lansu. Przybastuj zbysiu, przybastuj. Nie możesz aż tak nie lubić świata. Rano kawa, plastikowe bułeczki gdzieś na Bródnie i do boju. Potem posiedzisz w księgarni poczytasz sobie Marka Twaina i życie nabierze właściwych kolorów bez niepotrzebnych zgryźliwości. A może tak jak ta Laponka z filmu "Kukułka" powinienem powiedzieć do siebie tak jak ona do "Paszoła". Jesz za dużo grzybów, nic dziwnego że świat ci się nie podoba. a ja tymczasem dzisiaj zjadłem tylko rybę (i to pangę) w sosie z suszonych grzybów cebuli i smietany i jeszcze wymieszałem to wszystko ze spaghetti.
03:48, rapataplan
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 21 stycznia 2007
A poza tym...

"Oficjalnie o wygasnięciu mandatu nic nie wiem" powiedział Zygmunt Dechnik dziennikarzowi zapytany o wygaśnięcie mandatu. Opóźnienie w złożeniu oświadczenia majątkowego, które to oświadczenie pracownicy biura rady - a więc podwładni Zygmunta przekazali rzekomo zbyt późno wojewodzie. Diabli wiedzą jak było. Cóż zrobić, póki co nasyćmy niskie i złośliwe instynkty niepowodzeniem sekretarza. Dla mnie jednak jest  bardzo zagadkowy dualizm wiedzy Zygmunta. Ciekawe jakie obszary w jego mózgu odpowiadają za wiedzę oficjalną a jakie za nieoficjalną. Niby to nie jest głupota a jedynie nowomowa ale ileż mam z tego radości.

A ja tymczasem narzekając na jakośc piwa, ruszam gdzieś w północną stronę.  

17:46, rapataplan
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 16 stycznia 2007
on the road again

Steki, ratatouille, wina z mercatusa i od Józefa Simona - jak twierdzi Tadeusz Pióro najbardziej tajemniczego winiarza świata i Yossi puścił On the Road Again Willego Nelsona - i faktycznie Warszawa, Biłgoraj, Krakow, Warszawa a jutro Lublin. Te kilka prostych dźwięków snuje się za mna teraz mocno. I teraz co zrobić by - uparłem sie na to - powrócic wina węgierskie na ojczyzny łono. Spraw dobry Boże (o ile istniejesz) winom węgierskim miejsce należne a staremu Kmieciowi nieco spokoju, sad i apetyczną sasiadkę drób hodującą. Jak w ogóle przekonać Polaków, że słodkie i deserowe wina sa królami wśród win. Agnieszka Kręglicka mówiła wczoraj, że w Absyncie w zeszłym roku sprzedała dwie butelki Souterne (jedną wziął Piotrek). Tragedia co z tego że zastapimy francuskiego souterna, Aszu jeśli dalej nie będzie on zamawiany. A przeciez wina węgierskie to coś co powinno bardzo mocno zagościc na naszych stołach, absolutnie integralna część kuchni polskiej albo szerzej, polskiej tradycji kulinarnej. Absolutna oczywistość i konieczność dziejowa.

I jeszcze jedna opowieść Agnieszki. Kiedy prezesi jakichś francuskich firm zamawiali u nich bankiet zażadali "local wine". I te "local wine" w Polsce to były właśnie wina węgierskie. Wina węgierskie w Warszawie degustowaliśmy nietypowo, bo w portugalskiej knajpeczce ale to własnie miejsce uwypukliło nieco gastronomiczne zalety Kekfrankosa z Egeru. To jest właśnie wino do zapiekanki z dorsza, do daktyli zapiekanych w boczku - słowem wino zostawiające przestrzeń jedzeniu (cytat z Piota Petryki) wieczór zamknął królewski 4 putonowy Tokaj Asu 2000 rocznik z Patrycjusza, z portretem Jana Kazimierza. Zamknął dosłownie. Po kieliszku tego likworu- choc bardzo nowoczesnie zrobionego, nawet merlot - wielki merlot Simona stał smutny i nie mógł sie doczekać amatora. Skończyliśmy go wieczorem, razem z całą reszta rozpoczetych i ze wspaniałym kupażem Tackler Trio - Regnum, który niespodzianie miał nasza gospodyni. A Cherdonney z Langwedocji był taki blady przy charakternym Cherdonney z Matry (choc w tym drugim Tadzio Pióro dopatrzył się lekkiego tonu zgniłych jabłek). Eljen!!!

I bede niewdzięcznikiem jeśli zapomne o Harszlevely z 1999 od Mercatusa. Postanowione, Majówka Sybarytów i Smakoszy 2007 - Tokaj i Eger!!!

Takie to sa radości podstarzałego hippisa. Idę spać.

Zrobie sobie jeszcze kanapke ze szwejkowskim komiśniakiem, jaki wypieka Antoni Madej - bardzo zacny krakowski piekarz.

01:28, rapataplan
Link Komentarze (3) »
czwartek, 11 stycznia 2007
Warszawa

Deszczowa z mnóstwem bezsensu i sentymentu jednoczesnie. Po starych kanjpkach pijemy piwo- sliczny skansen w Amatorskiej. Ale wszystko jakby przykurzone, nawet niezawodny zwykle wietnamski bar, ktory podaje sliczne krewetki z wielkimi czarnymi oczami podał je jakieś wysuszone teraz. I łażą za mna pomysły na gotowanie - łazanki z szafranowym sandaczem - to jedna z najłagodniejszych jazd. W Zamościu w klubie Kosz puszka piwa Guiness niemal w cudowny sposób zasilana jest pigułka z gazem co daje sliczna piane. Bez sensu az woła o pomste do nieba. Tymczasem z wolna sprawdza się pomysł marketingowy z mąką z Roztocza.

A ja droga redakcjo prubuję przedefiniować to, co jest dla mnie korzeniami w kuchni. Przyda się na wieczór Trzech Kucharzy.

 

W telewizorze, albo innym przekroju niemal wymioty po przeczytaniu czy obejrzeniu wypowiedzi Kwasniewskiego - "na zachodzie uwaza się mnie za symbol transformacji ustrojowej w Europie Wschodniej". Cóż po słowach Buscha "Egzekucja Saddama to krok na drodze rozwoju praw człowieka w Iraku" niewiele może zdziwić. Najgorsze jest w tym wszystkim, że Busch wygłaszał te słowa świadomy, iich bezsensu, ale jednocześnie wie, że to powtarzanie takich bzdur zapewnia mu popularność i wygraną partii republikańskiej. Cynizm.

Ja tymczasem próbuje mojego cynizmu na drodze z Szewni Górnej do Dolnej. Com tam robił w środku nocy to nawet sobie się nie przyznam :-)

Idę jeść ser i pić wino. I może by sie pomodlic za defensywę Realu Madryt?

 

23:01, rapataplan
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 07 stycznia 2007
mokro dookoła
deszcz pada jakby chcial zmyc slady nie wiadomo po czym. tymczasem sporo sie o sobie nauczylem. i o winach wegierskich. Grzesio Jach byl pod wrazeniem Kekfrankos. Alain zachwycal sie slodkim Szamorodnim. Mazzi grał slicznie rozbujane duby a jak zostalismy juz w charakterze niedobitkow to polecieli moi ulubieni gladiatorsi. Niesprawiony drob zostal na uzytek ludnosci cywilnej. Wino pozostawione tez wypiła ta ludnosc. A ja tymczasem kolejne machanie raczkami i nozkami ktore ma na celu zlagodzenie skutkow mojej niefrasobliwosci. W Warszawie tymczasem wyladuje Scratch Perry. acha i odkryłem ze nie ma to jak polaczenie szarej renety z zurawina:-) telefon wlacze okolo srody :-)
20:14, rapataplan
Link Dodaj komentarz »